Tęsknota za dawnymi czasami.
Zabierałam się do tego od dawna... Miałam zająć się tym blogiem, bo mimo iż malusimi kroczkami zbliża się on ku końcowi ( TAK! NARESZCIE:P) to chciałam go utrzymać w ładzie i porządku. I tak wziełam się za linki....
No toż to masakra co zauważyłam. Więkrzość blogów już nie istnieje.... polowa zawieszona... Owszem, mój też nie jest aktualizowany ale... Ale naszedł mnie swoisty smutek. Tęsknota za dawnymi czasami.
Za ludzmi których poznałam na necie... Za tym co było... Za Seraph, Za Fawora i Uzi. Za Blue i Jessy. Za Violet i Devilkę... Za Jean, Rogue.... Tęsknię za wszystkimi... Za Ollie, Pyro, Hurri, Za Jabolową... Ech i za wszystkimi których nie wymieniłam. Tęsknię za naszymi rozmowami, za shizami, spotkaniami.... Za tym jak kombinowalismy by nasze notki do siebie pasowały... 
Tesknię za czytaniem Waszych opowiadań.......
Za wojnami i obelgami na temat mojej postaci :)
                Tęsknię za Wami :*

2009-01-04
Napisane Przez 13:23:35
skomentuj(7)


Czas zachwiania - zachwiany czas
-Shadow!! Ty użyłaś kontinuum.. – Zadziwił się Logan. Nadal tulił mnie w Swoich ramionach. Leżeliśmy nadzy w trawie. Zimna rosa ochładzała nasze rozpalone ciała.
- Po za tym, coś dzika się stałaś, i groźna jak kiedyś… Ale jak to możliwe? – Wiedziałam, że Loganowi chodzi o to że zachowywałam się jak Wampyr, i też to sama zauważyłam. Oczywiście, jeszcze nie w pełni sił wampyr, ale zalążki wampiryzmu. Czyżby sen który obudził mnie zlaną potem, wydarzył się naprawdę? Czyżbym była koło tego grobowca? Ale jak…
- Logan… Ja miałam sen, że Byłam przy grobowcu jakiegoś Wampira… I on mnie… Zaraził. Uczynił mnie swoją córką… Ale myślałam, że to tylko sen… Chyba jednak było to naprawdę… - Za razem byłam przerażona, ale i pragnęłam powtórzyć to co było przed chwilą. Moje rządze rosły z każdą chwilą. Znowu wpiłam się w ciało Logana. Pozwoliłam mu też wpić się w moje…
Kolejne godziny rozkoszy, przyjemności, podniecenia i Spełnienia… Kochaliśmy się do samego świtu…

Nagle w naszych głowach rozległ się krzyk. Nie wiedzieliśmy skąd, jak i dlaczego. Oboje wstaliśmy. Użyczyłam mojego Adamantum Wolverine’owi, aby mógł zakryć co nie co (szczerze mówiąc olbrzyma :P), dlatego stworzyłam mu spodenki. Sama także się ubrałam w Przewiewną sukienkę. Szybko pobiegliśmy przed siebie.
- Użyj kontinuum, przenieś nas. – Logan mówił w biegu do mnie. Złapałam go za rękę. Próbowałam otworzyć drzwi, ale nie wychodziło mi to.
- Nie umiem!! Nie wiem co jest. – Byłam zdenerwowana. Co sił biegliśmy przez las. Był dziwny. Nie jak Zwykłe lasy. Z drzew zwisały liany, rosły dziwne drzewa. To były jakieś Lasy deszczowe czy coś…
Bałam się, że przez mój stres i nieopanowanie nie wrócimy do Domu. Wszystko działo się tak szybko... Czas podążał w dziwny sposób. Raz miałam wrażenie, że wszystko wokoło stoi nieruchomo, jakby czas się zatrzymał, zaraz potem znowu wszystko ruszało się w zawrotnym tempie.
I dlaczego nie umiałam w głowie utworzyć równania otwierającego drzwi mobiusa?
-Shaadoww… - Usłyszałam jęk Logana. Pierwszy raz słyszałam takie niedowierzanie i rezygnację w jego głosie. Od dłuższego czasu trzymaliśmy się za ręce, zauważyłam to dopiero wtedy, kiedy prawie mnie wywrócił, pociągając do siebie.

Nie wiedziałam, czy się uda nam wrócić, nie wiedziałam nawet dlaczego tak trudno było mi się skupić. Logan patrzył na mnie zdziwiony z jakąś dziwną furią w oczach. Ale podejrzewam, że ja również miałam podobne spojrzenie. Logan przytulił mnie do siebie.
- Coś się dzieje… - Szepnął mi do ucha. Ja trzęsłam się jak w jakieś gorączce.
- Czasoprzestrzeń zagina rzeczywistość… Coś się dzieje z X-menami!! – powiedziałam, drżącym głosem.
- Spróbuj! – Powiedział do mnie rozkazująco. Ale ja nie słuchałam. Wysiliłam się, aby dosłyszeć telepatycznie co się dzieje, żeby zobaczyć jakoś o co chodzi.

I zobaczyłam. Mutanci zaczęli walczyć. Rozpętała się wojna. Wojna silnych. Źli chcieli, aby ludzie albo stali się mutantami, albo niewolnikami. X-meni starali się ich powstrzymać.
Upadłam na ziemię. Trzymałam się za głowę. To za wiele na to ciało. To za wiele na ten umysł…

Ogromny ból opanował moje ciało. Wszystko piekło mnie jakby przypalane żywym ogniem. Czułam gorąco przemierzające moje ciało… Dreszcze przechodziły po moim kręgosłupie raz po raz sprawiając nieopisany ból…
Usłyszałam trzask czegoś rozrywanego. Nie domyśliłabym się, że to ode mnie, gdybym nie spojrzała na swoje dłonie. Skóra zaczęła z nich schodzić. Pękała jakby była jakimś zepsutym ubraniem.

Spod spodu wyłoniła się gładka lśniąca nowa skóra o podejrzanej barwie. A raczej coś, co wyglądało na skórę. Z wierzchu dłoni wyrosły mi jakieś dziwne kolce w podłużnym rzędzie ciągnące się przez ramię aż do kręgosłupa. Czując ból na plecach, domyśliłam się, że i tam wyrosły mi takie kolce. Krzyczałam.
Nic już mnie nie interesowało. Ból był nie do wytrzymania. Logan nie wiedział co zrobić. Widział moje cierpienie, ale nie umiał się poruszyć… Nie umiał zrobić nic, co chociaż trochę by mi mogło pomóc.
Cała rzeczywistość, nie… WSZYSTKO naokoło gięło się, zmieniało, wirowało. To było takie dziwne.
Dopiero po pewnym czasie poczułam, że przestało dziać się ze mną cokolwiek. Przestałam czuć ból. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam Logana pochylającego się nade mną. Leżałam głową na jego kolanach. Kiedy zobaczył, że otworzyłam oczy, pochylił się i pocałował mnie.
- Już myślałem, że Cię tracę. Nie strasz mnie tak więcej – Powiedział Swoim chropowatym głosem z czułością. Podniosłam się z trudem z ziemi.
Czułam się dziwnie. Tak jakbym była cała zdrętwiała. Wzrok zwróciłam w stronę rąk. Nadal tam były, a skóra nie była ludzką skórą. Przeczucie mnie nie myliło. Jak się czułam, tak też wyglądałam, a mimo to James patrzył na mnie z troską i miłością w oczach. Dawno nie widziałam go tak szczęśliwego.
- Chyba możemy się przenieść… - Powiedziałam nie swoim głosem z nieznanym mi akcentem.
- Chyba nie musimy, Skarbie – Odpowiedział mi Wolverine. Rozejrzałam się dopiero po okolicy i poznałam. Poznałam że jesteśmy w ogrodzie instytutu.
- Ale jak…. – Pytania kłębiły mi się w głowie, a odpowiedzi na nie, nie było.
- Nie wiem, ale chyba to Twoja zasługa. I Twojej przemiany – Już mnie nie dziwił ton głosu Logana.

Wbiegliśmy do instytutu. Wolverine pobiegł się przebrać, wcześniej karząc mi znaleźć psorka i dowiedzieć się co się stało.

Pierwsze miejsce, które przyszło mi do głowy, to oczywiście gabinet. Pobiegłam bardzo szybko, nie zastanawiając się nawet czy pędzę w odpowiednim kierunku. Otworzyłam Drzwi z hukiem. Jednak nikogo tam nie zastałam. Przebiegłam przez większość korytarzy nie znajdując nikogo.
Wyglądało tak, jakby wszyscy uciekli w popłochu, zostawiając to, co robili w tym czasie. Albo zniknęli…
Odnalazłam Logana, był w garażu.
- Wszyscy zniknęli. Zabrali Jeta i Vana. Musimy ich odnaleźć i im pomóc. – Usłyszałam normalny, groźny ton głosu Jamesa.
- Idę do Cerebro. Spróbuję odnaleźć wszystkich. – Kiedy to mówiłam, poczułam, że nie będę musiała tego robić. Usłyszałam głos Psorka….
- Shadow? Gdzie jesteście? Zaczęli Atakować. Walczymy. Szybko…. Musicie tu przybyć, bo nie wiem czy damy radę…. – Profesor Charles miał bardzo niestabilny głos i myśli. Był bardzo zdenerwowany. Wyczułam czyjąś obecność.
- TAK!!! HAHAHA! PRZYBĄDŹ O WIELKA SHADOW! HAHAHAHA! CZEKAM NA CIEBIE…. CZEKAM NA WALKĘ Z TOBĄ!!!!

2007-11-07
Napisane Przez 22:01:49
skomentuj(7)


Dziwny sen.. A może jawa?
Minęlo kilka dni od śmierci Mikeya, nawet odprawiliśmy mu „pogrzeb”.
Wszystko, tak jakby wróciło do normy. Chociaż nie całkiem. Ale Życie w instytucie nadal toczyło się normalnie. Czekaliśmy szczerze mówiąc na sygnał od Cerebro, znak jakiś, że coś jest nie tak, ze Magnus i Phoenix znowu cos kombinują.
- Hej Rogue, To co dzisiaj robimy? Puki mamy wolne, to może pojedziemy na zakupy co? Odprężyć się i wooogóle – powiedziała Kitty do Dziewczyny. Ona na to uśmiechnęła się.
- Weźmiemy ze sobą Jean, i Amarę co? One też potrzebują trochę wolnego. Reszta dziewczyn gdzieś się porozchodziła.- Kitty uśmiechnęła się.
- Ok. Kitka, idziemy… - Odpowiedziala Ruda.
Stałam na szczycie schodów. Poczułam się jak za dawnych czasów, kiedy byłam w instytucie. Zobaczyłam na Dole Icemana i Kurta jak się Gonili po korytarzu.
Minęłam Grupkę jakiś nowych mutantów, a wśród nich zobaczyłam Scotta, który puścił do mnie oczko*. Powędrowałam do biblioteki. Dziwne było to dla mnie, ten spokój i cisza. Tzn ta Cisza ze strony Bad mutants… Usiadłam przy stoliku ze stosem książek o magii, okultyzmie, o czarnych mocach itp. Zaczęłam przeglądać, żeby jakoś zając swoje myśli. Tak się skupiłam, że nie usłyszałam, że ktoś wszedł do biblioteki. I jak się wystraszyłam, kiedy ten ktoś wtulił się we mnie, a twarz zatopił w zgięciu szyi, wdychając zapach włosów.
- LOOOOOGAAN!! Wystraszyłeś mnie!! – Wydarłam się po chwili. On usiadł obok mnie w fotelu.
- Przepraszam, ale nie mogłem się opanować.- Spojrzałam w jego śliczne oczy i zmiękłam. Rozpływałam się pod tym spojrzeniem, Zapanowała taka miła cisza… Otoczenie zagęszczało się, i jakoś pchało mnie w stronę Wolverina. Go tez do mnie ciągnęło.
I w końcu pocałowaliśmy się. Było to dla mnie takim szokiem jakbym robiła to z nim pierwszy raz. Czułam podniecenie, motylki w brzuchu. Takie wielkie fale ciepła przechodzące po ciele.
- Tęskniłem za Tobą – powiedział po chwili. Ja nadal nie wróciłam na ziemię po tym pocałunku.
- ja też… - wyszeptałam. On wstał i jak gdyby nigdy nic wyszedł.


Wieczorem położyłam się do łóżka. Zastanawiałam się dlaczego tak cicho jest ze strony Magnusowej bazy. Nie byłam pewna co się stało… Usnęłam w końcu. Moje ciało było już silniejsze, ale mimo wszystko potrzebowało snu, jak każde ludzkie ciało.

Miałam dziwne sny. Śniły mi się jakieś ciemne miejsca, jeziora krwi, gęsty las. Byłam w nim najpierw sama, potem pojawił się jeszcze ktoś. Jego nadejście przepowiedziała gęsta mgła. Nie umiałam zobaczyć tego kogoś. Ale powiedział mi:
- Witaj moja piękna. Cóż Cię sprowadza w me skromne progi? – Głos ten przesycony był złem. Aż moje ja, skuliło się we mnie ze strachu. Ale ja sama starałam się nie okazać lęku.
- Wiem, że się boisz, każdy boi się zła. Czegoś chciałaś? Skoro tutaj przyszłaś, zakłócać mój spokój?
- Ja… ja nie wiem kim jesteś, i Gdzie jestem.- Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- A więc los chciał, byś się ze mną spotkała? – Dziwna to była rozmowa. Podeszłam bliżej głosu, ale nadal nikogo nie widziałam. Za to zobaczyłam wielki grobowiec. Aż się zdziwiłam. Ale nie to było przerażające. Tylko fakt wymalowanego czy raczej wykutego nad grobowcem diabła z trzema rogami i rozwidlonym językiem. A na nim leżała naga kobieta.
- To moje godło. Jestem Szaytyn syn Szaytena Wyrwiserca.
- Ty…. Jesteś Wampyrem…
- A Ty moją dalszą drogą. – Powiedział okrutnie się śmiejąc, przez co spowodował że przeszły mnie dreszcze. Jeszcze nie wiedziałam o co chodzi, ale poczułam nagle jak jakieś wielkie zimno ogarnia mnie od stopy, zobaczyłam jakąś szarą masę która wyszła właśnie spod materiału mojej piżamy. I ogarnął mnie wielki ból, nicość….

-Aaaaaaaaaaa!!!! – Obudziłam się z krzykiem. Nie wiedziałam co się dzieje, pamiętałam jeszcze wielkie zimno, ból piekący jak sam ogień piekielny, a potem ciemność i pustkę. Byłam strasznie zdrętwiała. Nie umiałam opanować łez. Do pokoju ktoś wszedł. Usiadł obok mnie i objął bardzo mocno.
- Shady miałaś koszmar?
- Lo.. Logan- Nie umiałam się skupić, nic nie umiałam powiedzieć
- Aleś Ty zimna, Przykryj się. – Powiedział zatroskany.
- Przytul mnie proszę. – Powiedziałam czując się strasznie dziwnie. Obudziło się coś dziwnego we mnie, coś, tak dobrze znanego…
- Przytul mnie i weź mnie całą. Jestem Twoja – Powiedziałam, a ciepło rozlało się w całe moje ciało. Logan spojrzał na mnie, po czym uśmiechnął się. Pocałował mnie czule.

Ale ciągle czuł się dziwnie przy niej. Wyglądała tak jakoś inaczej. Delikatniej, a zarazem Twardziej niż jak przybyła jako całkiem nieznana dziewczyna do instytutu. Przywarł do niej ustami, wpił się w nie jakby od wieków tego pragnął. Bo tak było, bardzo tęsknił za nią. I poczuł że mimo innego ciała, naprawdę jest to jego ukochana.

Poczułam dziwne rządze, dziwne podejrzane potrzeby. Rozerwałam ubranie Wolverina, z czego był nawet zadowolony. Wiedziałam że coś jest nie tak, ale nie umiałam sobie uświadomić co. Moje dłonie błądziły po ciele Logana, jego usta pieściły każdy skrawek mojej nagiej skóry.

Noc zaczęła się pięknie dla nich obojga. Ich nierówne oddechy mówiły same za siebie. Przyspieszone ruchy klatki piersiowej, ciche jęki radości, zapach potu i zadowolenia w sypialni. Wszystko stawało się coraz bardziej zachłanne, coraz mocniejsze, coraz szybsze. Nagle zniknęli gdzieś wciągnięci jakby przez Łoże.

Logan dopiero po fakcie zauważył że nie są już w łóżku Shadow, tylko w jakiś ciemnościach, że są w dziwnej przestrzeni. Ale nie przerywał miłości ze swoją ukochaną. Było mu tak dobrze. Trzymał ją mocniej, by siły panujące w tym kontinuum nie zabrały jej z jego ramion. Nie mogł pozwolić, by ta piękna chwila nie została dokończona. Pragnął by jego Shadow była zadowolona do granic możliwości z jego pieszczot i uczuć.
Ona była jakby w ekstazie, wiedział że to nie tylko jego zasługa. Ale domyślał się tylko, że coś rozbudziło w niej dawną Niezrównaną Shadow Flame, Wampyrzą Lady.
Skąd to wiedział? Po Tym jak go pochłaniała, jak kąsała jego części ciała, do krwi, spijając je chłapczywie, i rozpalając go do czerwoności. Czuł jej ciepłe wnętrze, wręcz palące. I wiedział że i ona niedługo z radości wybuchnie.

Spostrzegłam dopiero, pomiędzy jednym głośnym wciągnięciem powietrza, a głośnym jekiem, że jesteśmy w jakimś dziwnym miejscu. Że to nie moja sypialnia. Że to… KONTYNUUM MOBIUSA. Tylko jeden moment zaskoczenia, bo Logan sprawiał że chciałam go więcej i więcej. Nie miałam sił nad zastanawianiem się co tu robimy.
I Nagle przed moimi oczami wybuchło. Oślepiło mnie przeogromne światło, wielka jasność. W Tym samym momencie także wybuchłam wewnątrz. Przyjemność, gorąco i wspaniałe dreszcze rozlały się po moim ciele, Słyszałam jak Logan wydaje z siebie dzikie głosy, prawie jak zwierzę. Wiedziałam, że doprowadziłam go do tego samego co przeżyłam przed chwilą ja. Jeszcze chwila jeszcze moment, jakieś przyjemne zimno. I Logan także wybuchł. Z jaką siłą! Z jakim Rykiem! Leżeliśmy na jakiejś trawie… Nadzy. Objęci, długo jeszcze wczepieni w siebie przeżywając własne rozkosze….

Tylko… Gdzie my byliśmy? Co to za polana, co to za drzewa?

2007-04-17
Napisane Przez 18:37:16
skomentuj(11)


Śmierć....
Wciąż miałam zamknięte oczy, tylko dziwił mnie fakt, że nie czuje bólu, nie czuję cierpienia. Czyżbym już umarła? Nagle zaczęły dochodzić do mnie głosy z zewnątrz. Ze strachu po prostu przestałam skupiać się na tym co się dzieje na zewnątrz.
Otworzyłam pomału oczy. Zobaczyłam że Phoenix i Grupa Magneta odchodzi. Tylko dlaczego? Podniosłam się z ziemi. Rozejrzałam się i…
- NIE!! MIKE!!! – Krzyknęłam. Podbiegłam do chłopaka. Leżał na ziemi. Krwawił. Dostał zaklęciem prosto w brzuch.
- Coś Ty zrobił głupku? Dlaczego!?- Mówiłam drżącym głosem. Płakałam. Mimo wszystko kochałam tego chłopaka.
- Bo.. Bo musiałem Cię Obronić. Jakbyś Ty… Jakbyś Ty umarła, ja nie miał bym po co… Po co Tu żyć, A Ty.. Masz dla Kogo… - Spojrzał tutaj na leżącego i zbierającego się do Kupy Logana.
- Gdyby On mógł się rzucić, na pewno by to zrobił. Bo kocha Cię najmocniej na świecie, mimo, że… ahh.. że tak rzadko to okazywał. Wy musicie żyć, jeden dla drugiego. A ja? Ja może zamienię się w sen i będę krążył po świecie… Dobrze by było..- Uśmiechnął się słabo. Storm która stała nieopodal podeszła do mnie i mnie przytuliła. Widziała, że Cierpię.
- Michaelu… Tak się dla mnie poświęciłeś…
- Bo Cię kocham.
- Też Cię kocham.- Odpowiedziałam, pochyliłam się i pocałowałam go. Skupiłam się. Pragnęłam aby mógł stać się tym snem. Żeby chociaż tyle dla niego zrobić. Co dziwne, kiedy podniosłam się, zobaczyłam jak z jego ciała ulatuje jasna kula.
- Przyszłam po niego, ale widzę, że niepotrzebnie… - Usłyszałam głos Silver Fone.
- A Dlaczego niepotrzebnie? Nie weźmiesz go? – Wystraszyłam się. Ale ona uśmiechnęła się delikatnie.
- Spełniłaś jego życzenie. Stał się snem. – Uwielbiam głos mojej córki, może dlatego, że tak bardzo za nią tęskniłam?
- Kocham Cię Vii. – Powiedziałam bezwiednie.
- Ja Ciebie też mamo.- Usłyszałam odpowiedź dźwięczącą jak śliczne dzwoneczki. Wstałam z pomocą Hanka który strasznie posmutniał, bo polubił Michaela.
- Dziękuję Hank.- Powiedziałam. Kiedy tylko podniosłam się na nogi, podbiegłam do Logana który już siedział i rozglądał się.
-Nic Ci nie jest? Jak Cię czujesz? Nic Ci nie zrobiła? – Zasypał mnie pytaniami.
- Nie… Mike mnie uratował. Oddał za mnie życie… - Odpowiedziałam i płacząc wpadłam w jego ramiona. Co mnie zdziwiło, on chyba zrozumiał. Przytulił mnie i głaskał jak małe dziecko po głowie…

2007-02-20
Napisane Przez 20:10:01
skomentuj(10)


Kolejna bitwa z Phoenixem.. Czyżby ostatnia?
- Shadow? Dlaczego się zmieniłaś? – usłyszałam głos Mike’go . Odwróciłam głowę w jego stronę, uśmiechnęłam się.
- Nie wiem, tak zadziałała na mnie siła umysłu. Chyba podświadomie chciałam tak wyglądać jak kiedyś. – odpowiedziałam wesoło.
Było ślicznie, jasno. Pogoda była wyjątkowa. Słoneczko przygrzewało. Uwielbiałam moje sny, były tak inne od rzeczywistości, i chociaż na chwile mogłam zapomnieć o realnym świecie.
- Ładnie Ci. Nie dziwie się że Logan Cię kocha. – Powiedział Mike. Zdziwiło mnie trochę, że mówił to tak spokojnie.
- Pogodziłem się z Tym, że nigdy nie będziesz tak naprawdę moja. – Dodał smutno.
- Ale o czym Ty mówisz? – Zdziwiłam się troszkę, ale domyślałam się o co może mu chodzić.
- Wiesz, i ja wiem, że kochasz nadal Logana, a on może nie wie tego, ale też Ciebie kocha. – Dziwnie mi się tego słuchało, ale wiedziałam że ma racje.
- Ale wiem też, że kocham Ciebie Mike.- Pocałowałam go. On odsunął się po chwili, uśmiechnął do mnie.
- Ja Też Ciebie kocham Shadow – Powiedział i nagle coś się stało. Cała rzeczywistość snu zachwiała się. Znaleźliśmy się na łące pełnej konwalii a ich zapach zakręcił mi się w nosie.
- Dziękuję Mike, jesteś słodki – Powiedziałam wiedząc, że to jego zasługa. W końcu on to potrafił.
- Chyba musisz się już obudzić co? – powiedział Mikey niechętnie.
- No w śpiączce nie wolno być za długo, bo się zamartwią… - powiedziałam z uśmiechem.
- Ok, Właśnie nastał ranek, obudzimy się. – Powiedział i zaczęłam czuć to dziwne przejście między snem a rzeczywistością.

Kiedy otworzyłam oczy Mikey i McCoy stali nade mną.
- Shad, nic Ci nie jest? Czemu tak długo nie budziłaś się?- Usłyszałam zatroskanego Michaela.
- Nie wiem. Coś … Miałam wizję. Oni coś kombinują. Są coraz bardziej gotowi do swoich planów.
- Będą atakować? – Zapytał wystraszony Hank.
- Tak, ale to dopiero bitwa. Chcą zniszczyć wieżowiec.- Powiedziałam jak w transie. Szybko się podniosłam z łóżka. Wybiegłam z Sali. Chcieli mnie złapać, ale nie dałam się im. Musiałam zdążyć, musiałam pomóc tym ludziom. Wszyscy szybko się zorganizowali, i polecieliśmy, tam gdzie ich pokierowałam. Do wieżowca, który chcieli zniszczyć dla zabawy, dla sprawdzenia mocy Phoenix. Muszę ją powstrzymać, miałam tylko jeden problem. Jeszcze nie wiedziałam jak to zrobię.
Wyskoczyłam jako pierwsza, pobiegłam, a wszyscy za mną. I zobaczyliśmy ich.
Phoenix uśmiechnęła się kiedy tylko mnie zobaczyła.
- W końcu możemy się spotkać na żywo. Wielka Lady Shadow Flame. Chociaż teraz powinnam powiedzieć raczej Mała. – Jej głos dudnił, odbijając się o ściany budynków. Ludzie pouciekali, gdy Magnus użył swojej mocy. Stałam naprzeciw Phoenix i zastanawiałam się co dalej.
- Witam ptaszynko – powiedziałam spokojnym głosem, chociaż w duszy bałam się niesamowicie. Mikey stał z jednego boku, a z drugiego Beast. Logan gdzieś z Tyłu. Zaatakowała mnie nagle. Jean wytworzyła psychiczną barierę. I Uratowała mi tym życie. Nie wiedziałam jeszcze czy będę umiała panować nad mocami, czy w ogóle mam jakieś. Zaczęła się walka na siły psychiczne. Nad tym pozwoliło mi panować, moje wcześniejsze wariactwo, kiedy to weszłam do cerebro.
W pewnym momencie odrzuciło Phoenix. Udało się!!! Ale Magnus, wiedział co zrobić. Użył swojej mocy na Loganie. To był dobry argument. Słyszałam jęki bólu Logana nad naszymi głowami. Phoenix podniosła się i zagniewana zaatakowała mnie znowu. Starły się nasze moce. Ale nie umiałam się skupić, bo Magnus coraz większy zadawał ból Wolverinowi. Teraz Phoenix mnie powaliła. Uniosła się w powietrze. Chciała zadać decydujący cios. Obojętne jakiej mocy by użyła, nawet najsłabszej, i mogłaby mnie zabić. Ale ona miała zamiar wypowiedzieć zaklęcie śmierci. Coś najbardziej okrutnego co mogła wybrać. Byłam już gotowa na śmierć.
- Shadow, zginiesz, za to że chciałaś mi się przeciwstawić. – Powiedziała Phoenix. Ja próbowałam ocknąć się z poprzedniego ataku. Ale trudno było mi zebrać myśli. Słyszałam, że inni walczyli z Aco. Że ich moce się ścierały. Nie miał mi kto pomoc… Oto nadchodzi śmierć.
Usłyszałam bezwiedne słowa wypowiadane przez Phoenix, zaklęcie śmierci w długiej agoni bólu i cierpienia… Widziałam promień zaklęcia lecący na mnie. Zamknęłam oczy… Wszystko stało się ciemne, głosy zamarły… Teraz tylko czeka mnie śmierć..
Żegnajcie przyjaciele….

2007-02-18
Napisane Przez 11:37:42
skomentuj(7)


Wiara we własne możliwości
Phoenix zaginała czasoprzestrzeń używając kontinuum mobiusa. Czas zwalniał, lub się zatrzymywał. Przed samą śmiercią Profesor zdążył jeszcze krzyknąć w psyche, i powiedział do Phoenix:
- Ta moc Cię zniszczy… - Po czym zginął. Zniknął. Po prostu zniknął, rozdarty na miliardy kawałków…
-NIE!!! CO Ty zrobiłaś! – krzyknał przerażony Magneto. Jednak po chwili się opanował. Wszystko się uspokoiło. Statek opadł na ziemię, a Phoenix, razem z nim. Jej oczy wróciły do normy.
- Co ja zrobiłam…- Szepnęła do siebie. Magneto wziął ją i wyszli z samolotu.


- NIEEEEEE!!! – Jean wydała z siebie krzyk. Ja też wiedziałam co się stało. I Chyba każdy usłyszał głos Xaviera. Jeszcze nie wiedzieli, jednak, że to był głos agoni. Głos umierającego, zabijanego Profesora…

Wróciliśmy na statek, w jak najszybszym tempie. Wszystko w koło statku było powyginane, i unosiło się lekko nad ziemią. Echo krzyku Xaviera nadal unosiło się w powietrzu.
Logan wbiegł do statku. Szukał Xawerego, ale nigdzie go nie było. Zobaczył tylko pusty wózek. Padł na kolana i wydał z siebie ryk smutku, żalu i rozpaczy.
Teraz dopiero Ci co stali na zewnątrz uświadomili sobie co tu się stało.
Stałam trochę za drzwiami patrząc na lament Logana. On Klęczał na ziemi, obejmując głowę rękoma i opierając się łokciami o podłogę…
Nie wytrzymałam. Przykucnęłam przy nim, objęłam go, i sama zapłakałam…

Lecieliśmy do instytutu. Prowadziła Storm i Scott. Reszta osób nie myślała świadomie. Chociaż nie powiem, Scott wydawał się nie dopuszczać do Siebie myśli o Tym co się stało. Szczerze mówiąc jeszcze nikt nic nie wiedział. Nikt nie myślał o tym co mogło się stać. I mieli nadzieje.


Kiedy dolecieliśmy do instytutu, wszyscy byli w jakiejś empatii.
- Shadow… Jeśli to Ty, to powinnaś umieć porozumiewać się z umarłymi. Mogłabyś sprawdzić czy…- Powiedział do mnie Scott. Wiedziałam że chodzi mu o to abym sprawdziła czy wśród moich przyjaciół jest Xawery. Ale nie byłam pewna swoich mocy, w końcu moje ciało i część umysłu posiadał Phoenix. Jeden z 6 najpotężniejszych. Teraz na dodatek wspomożony moimi mocami. Mam nadzieje, że moje moce kryły się też minimalnie w mojej świadomości, i będę mogła ich użyć.
- No właśnie. Jeśli jesteś Shadow, to powinnaś potrafić… - Usłyszałam głos Logana za plecami. Wcześniej został w hangarze, wiedziałam że chciał przemyśleć pewne sprawy.
- Tak, jestem Shadow, ale mówiłam przecież, że nie mam swojego ciała i mocy. Ma je Phoenix. – Odpowiedziałam zgodnie z tym co uważałam.
- Prawdziwa Shadow by się nie poddała. Walczyłaby. – Powiedział ostro Logan. Zaczynał mnie swoją uporczywością i niewiarą denerwować. Mike, słuchał tego z zaciekawieniem. W końcu postanowił się wtrącić:
- Czemu od razu osądzasz? Skąd wiesz, że ona nie będzie próbowała? Nie bądź taki zaborczy – Logan spojrzał na niego zmrużonymi z gniewu oczami. Mike nie pozostawał mu dłużny.
- A Ty czego się wtrącasz? – burknął James.
- Bo czepiasz się Shadow! A ja nie pozwolę żeby jakiś mikrus tak zwracał się do mojej dziewczyny – powiedział wściekły już Mikey. Zdenerwowałam się, sama nie wiem czym. Wstałam i pospiesznie udałam się do swojego (tymczasowego) pokoju.

Tam usiadłam na łóżku. Musiałam spróbować. Logan ma racje, prawdziwa Shadow walczy, nawet jakby nie miała mocy starała by się jakoś wydobyć wiedzę o Charlesie. Tak więc skupiłam się, wyciszyłam. Wiedziałam że może mi się nie udać, ale jeśli nie spróbuję to się nie dowiem. Siedziałam tak chyba z godzinę i nic. Żadnego połączenia z umarłymi, żadnych głosów u wizji.
Nie wiedziałam co zrobić. W końcu otworzyłam oczy. Wyszłam z letargu i zobaczyłam, że w pokoju siedzi Logan.
- Czyżbyś próbowała coś zrobić? – Zapytał już spokojny.
- Chciałem przeprosić. Jestem trochę wybuchowy – powiedział jakby trochę skruszony.
- Loganie, wiem. Wiem jaki jesteś. Możesz nie wierzyć, ale to ja, Shadow. Pamiętam wszystko, i Wiem jaki jesteś. – Powiedziałam Ciepło. Znowu poczułam Coś do tego faceta. Ale teraz było to dziwne, bo nie byłam już pewna swoich uczuć i odczuć.
- Udało Ci się coś dowiedzieć?
- Niestety… - odpowiedziałam smutno. W tej chwili wpadłam na pomysł. Logan Zobaczył tylko znikający w drzwiach cień. Zanim domyślił się co zamierzam zrobić, ja już zamykałam za soba drzwi od cerebro….

2007-01-04
Napisane Przez 20:47:00
skomentuj(15)


Pierwsza Bitwa...
- Mogą sobie nadlatywać, i tak nie dadzą rady przeciwstawić się naszej broni. – Magnus był tak pewny siebie, że mogło się wydawać, że aż promienieje. Wierzył w swoja siłę, wiedział że stworzył Idealnego mutanta. Ale nie wiedział całkowitej prawdy. Nie wiedział, że Phoenix chce zawładnąć światem. SAM.
Jednak z pewnych momentach, jego uczucia brały górę, i zastanawiał się wtedy co dobrego zrobił. Pomyślał że poświęcił córkę.

Z drugiej strony czego nie robi się dla lepszego świata?
Stał dumnie, obok niego Phoenix. Była spokojna i uśmiechnięta. Wiele mutantów stało niżej. Na wielkiej polanie. Byli gotowi do zagłady ludzkości.

Tymczasem przygotowani X-men lecieli w ich kierunku.
- Szykuje się wielka bitwa… Może nawet wojna. Nie każdy z was wie, o co tak naprawde walczy. Walczymy o nasz świat. ONI Mają wielką przewagę, ale my nie jesteśmy bezsilni!!! – Hmm.. Chyba nie każdy wierzył w słowa Xawerego. Nie mogłam tego znieść. Siedziałam gdzieś z tyłu. Minął tydzień od pojawienia się mojego w instytucie, i nadal nikt nie bardzo wiedział kim jestem. Wstałam.
- Charlesie, proszę Cię… SŁUCHAJCIE. Magnus ma wielką przewagę. Jest z nim Phoenix, i wcale nie ma ona zamiaru mu pomagać. Ona chce zawładnąć światem, wykorzystać jak ludzi tak i mutantów do swoich celów. Ona jest złem, bardzo wielkim. Gwarantuję że w tej wojnie zginie wielu, ale tylko tych którzy nie wierzą we własne siły. I walczcie o Siebie a nie o innych. Walczcie tak, jakbyście To wy mieli zginąć. Będą ofiary, ale i zwyciężcy. Wy możecie zdecydować do której grupy będziecie należeć. Kto nie chce walczyć niech wraca… Ja mogę walczyć sama. Ja mam powód, i wcale nie chodzi mi tu o ludzkość! Ta szmata zgarnęła moje ciało, wykorzystać chce do swoich celów moje moce… A ja na to nie pozwolę!!! – Rozległ się huk wrzasków i radości.
- Shadow jestem z Tobą!! – Kiedy ucichło to właśnie Storm mnie wydała.
- Ja również i poświęcę nawet życie, jeśli trzeba będzie. – Mikey uśmiechnął się do mnie. Blue i Jessy rozpoznały we mnie Shadow.
- Siostrzyczko pomożemy Ci! Będziemy walczyć o nas, o nasze życie!!! – Powiedziały obie. Xavier przyglądał mi się trochę zdenerwowany. Ale widząc zapał do walki uśmiechnął się. Znowu wszyscy wyrazili swoją chęć do walki.
Logan spoglądał na mnie dziwnie. Ja zerkałam Ciągle na niego… Podszedł do mnie Mikey i mnie pocałował. Dziwnie się poczułam. Wszystko było Dziwne. Coś się we mnie działo. Coś dziwnego, powodowało że nagle poczułam słabość. Myślałam że zemdlałam, bo nie czułam już podłoża pod stopami. Ale nadal byłam w pionie. Moje Ciało rozbłysło, po czym opadłam na ziemię.
- Co to było?- Zapytała zdziwiona Rogue. Patrząc na mnie zobaczyli małe zmiany. Włosy stały się białe. Ubranie było białą szatą. Moje paznokcie urosły i stały się szponiaste. Oczy Zmieniły kolor na Zielono-błękitny.
- Chyba jestem coraz bardziej gotowa- powiedziałam lekko drżącym głosem.
Wylądowaliśmy w środku lasu. Radar nie wykazywał żadnego ruchu. Byliśmy zdziwieni, bo jeszcze przed chwilą oni tu byli.
- Albo wykorzystali kontinuum, albo jakieś inne moce.- Powiedziałam. Wyszliśmy z X-jeta. Ruszyliśmy za wykrywaczem w głąb lasu. Każdy uważał na siebie. Logan Ciągle szedł za mną. Mikey pilnował mnie jak oka w głowie.

To stało się nagle. Spadł na nas grad ognia. Z drugiej strony doszło pełno żołnierzy. Najpierw chcieli nas atakować, ale Charles zadbał o to żeby nas nie atakowali. Każdy starał używać się swoich mocy do obrony przed palącymi się kulami, spadającymi na nas.
Wokół było teraz mnustwo ognia, zniszczonych drzew. Na dodatek się ściemniało. Musiałam robić uniki, bo niestety nie miałam swoich mocy, o czym zapominałam na każdym kroku.
Zaczęli atakować nas mutanci. Walka była coraz trudniejsza. Ale nigdzie nie było Magneta i Phoenix. Ta walka nie miała sensu, nie o To chciałam walczyć.

Wtem usłyszałam krzyk… Krzyk w psyche.


W Blackbirdzie.
- Nie będziesz wchodził w mój umysł!!! – Phoenix była wściekła. Charles siedział przed nią na wuzku. Walczył z nią telepatycznie. Ale widać było nadwyrężenie wszystkich mięśni. Phoenix była coraz bardziej rozwścieczona.
- To nie Twoje Ciało! Nie Twoje wspomnienia! Wiesz że To ciało Cię nie przyjmie!!!- Krzyczał Xawier.
- ZAMKNIJ SIĘ! – wszystko wokół zaczęło się unosić, wszystko zaczęło się poruszać. I niszczyć.
- Nic nie wiesz! Ja naprawdę kocham Logana! I naprawdę kocham moje dzieci!!! Jestem prawdziwą Lady!!! A Teraz wynoś się z mojej głowy! – Phoenix była coraz bardziej rozłoszczona. Łzy spływały jej po twarzy. Włosy zaczęły falować pod naporem mocy. Jej oczy stały się ciemne. Cała twarz pokryła się żyłkami świadczącymi o wielkim wysiłku. Phoenix wstała ze swojego miejsca. Jej gniew nie znał umiaru. Wszystko zaczęło się rozpadać, razem ze wszystkim także i Xawier… W jego psyche rozległ się krzyk.

Wszystko zwolniło tempa. Walka umysłów, potęg jakimi są profesor i Phoenix sprawiało że wszystko wkoło zmieniało swoje naturalne kształty.
- Chce Ci pomóc!!- Charles mówił coraz słabiej.
- Ale ja nie chce tej pomocy! NIE POTRZEBUJE JEJ! – Phoenix była pewna swego.

Magneto stojący niedaleko, nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nie chciał żeby Phoenix zabiła Xaviera. Lecz było za późno…

2006-12-09
Napisane Przez 11:01:57
skomentuj(16)


Odkrycie.
- Shadow, jak się czujesz? – Zapytał Mike jak już Logan wyszedł. Nadal leżałam obrócona w drugą stronę.
- Kiepsko – Odpowiedziałam wycierając ręką oczy. Spojrzałam na chłopaka. Czułam się dziwnie, bo wyglądał prawie jak Logan w młodości. Długie włosy, przystojna twarz. Aż dziwne się wydawało, że nikt nie zauważył podobieństwa. A może tylko ja je dostrzegam? Uśmiechnęłam się do niego po chwili.
- Nie martw się, tylko trochę boli mnie głowa. Nic wiecej. – Usiadł obok mnie na łóżku. Schylił się i mnie pocałował. Przerwało nam czyjeś chrząknięcie. Oboje odwróciliśmy głowy w stronę drzwi. Stała w nich Storm.
- Mam Do Ciebie kilka pytań - powiedziała spoglądając na mnie. Mikey spojrzał na mnie, uśmiechnął się po czym wstał i wyszedł. Storm jak zawsze pozytywna, podeszła do mnie, ciągle się uśmiechając. Najpierw pozadawała mi typowo medyczne pytania. Nic mnie nie ruszało. Odpowiadałam na nie jak jakiś komputer. Jedno wiedziałam na pewno. Moje myśli nie były w tej Sali.
- Shadow, o czym myslisz?
- Ah Storm.. po prostu rozmyślam…- Odpowiedziałam nadal patrząc się w pustkę. Ona Wzięła mnie za rękę uśmiechnęła się do mnie. Teraz zrozumiałam co się stało. Ona przytuliła mnie energicznie, po czym pociekły jej łzy z oczu.
- Ja wiedziałam że nie mogłaś umrzeć, Ty tak łatwo się nie poddajesz…- Powiedziała moja przyjaciółka.
- Storm o czym Ty mówisz? – Byłam niesamowicie zaskoczona tymi słowami. Czyżbym znowu umarła i nic o tym nie wiedziała?
- No… E.. To Ty nie wiesz? Zemdlałaś pewnego Dnia. Mc Coy Cię zaniósł na salę. Ogółem twój mózg się wyłączył… Działo się z Tobą coś dziwnego. Budziłaś się i zasypiałaś. I Pewnego dnia…. Prawie zabiłaś Logana. Potem wyszłaś przed budynek. Mutancie próbowali się zatrzymać. Nie potrafili… Byłaś niesamowicie silna. Lasery się załączyły i cała ochrona instytutu, myślała że jesteś wrogiem. Zaatakowała Cię i… I Rozpłynęłaś się…. Zginęłaś. – kiedy Storm mi to opowiadała, zaczęło do mnie wszystko pomału docierać. Czyli to nie był sen? Albo był… Sama już nie wiem. Ale wiedziałam że to wszystko nic dobrego nie wróży…
- Storm, nie wiem jak Ci to wyjaśnić….. Jedno wiem. Świat i ludzkość ma wielkie problemy….

2006-11-01
Napisane Przez 23:26:39
skomentuj(10)


Początek wielkiej wojny....
- Ciekawe kim ona jest…- Powiedziałam do siebie, ale raczej nie było to za cicho. MIke’y spoglądał na mnie zainteresowany. Ja jednak byłam teraz zaaferowana postacią którą ujrzałam. Podeszłam jeszcze bliżej, chciałam podsłuchać o czym rozmawiają. I udało się!!! Czyli mój słuch mnie nie zawiódł .
- Witaj pani, Czekaliśmy z niecierpliwością.- Powiedział Gambit. Wszyscy z Aco zachowywali się dziwnie, jakby się bali.
- Gdzie Magneto – zapytała niskim pieknym głosem ruda kobieta. Wszyscy trwali w dziwnym półśnie. Kobieta wydawała mi się dziwnie znajoma jakbym ja już widziała… I Znała. Tylko nie umiałam sobie przypomnieć skąd ja ją znam.
- Mam dla Eryka to czego chciał. Ale nie mogę zbyt długo czekać, gdzie on jest? – zapytała ostrzej.
- Proszę Phoenixie nie denerwuj się, o już nadjeżdzą – Usłyszałam głos Silver. Jezus Maria, To Fenio, to .. O boże… Nie wiem co się stało ale zakręciło mi się w głowie. Nagle obraz przed moimi oczyma się zmienił. Widziałam podjeżdżającą limuzynę. Stałam obok sabrethoota, gambita, Pyro i Silver. Nagle usłyszałam głos
- Niech Pani wsiada, To jest Magneto. – Odwróciłam głowe w strone glosu, zobaczyłam Pyro. Nie wiedziałam o co chodzi, dlaczego tutaj stoje. Wróciłam spojrzeniem na samochód. Drzwi się otworzyły i mimowolnie wsiadłam do środka. Jeszcze zerknęłam na miejsce gdzie wcześniej stałam z Mikeyem. Chłopak trzymał mnie w ramionach, wyglądałam jakbym zemdlała.
- Witam, Phoenixie. Dziękuję że przyjęłaś moje zaproszenie. Mam nadzieje że nie robisz nic przeciw swojej własnej woli…
- Ależ oczywiście, Wszystko czego pragnęłam, dopiero przed nami. – W tym momencie wróciłam do swojego ciała. Samochód odjechał.
- Co Ci się stało? – Zapytał Mike.
- Chyba szykują się niesamowite kłopoty. Musimy szybko znaleźć się w instytucie.- Zawołałam Taxi i ruszyliśmy.

Pod drzwiami instytuty wróciły do mnie wspomnienia. Wróciło wszystko co pamiętałam, i co czułam. I wróciła miłość. Przed moimi oczami pojawiały się obrazy z życia, jakby przed śmiecią. Trzymałam rękę Mike’a, ale byłam teraz w innym świecie. Chłopak stał tylko i spoglądał na wielką bramę i budynek w oddali.
- Więc to ten instytut – usłyszałam jego głos tak jakby z oddali. Zobaczyłam że do Drzwi podbiega Rahne
- Dzieńdobry, czy państwo w jakimś konkretnym celu?- Spojrzałam na nią wybita z myśli, kiwnęłam głową.
- Wolverine….- Szepnęłam. Ale dla jej wilczych uszu nie było to za Ciche. Nagle targnął mną jakiś wstrząs. Poczułam ból i pociemniało mi przed oczami. Znowu znalazłam się gdzieś, gdzie tak naprawdę nie byłam.
Widziałam polanę, i masę ludzi, widziałam mojego Ojca, i Matkę. I wiele innych mutantów. Widziałam Victora. Magnus podszedł do mnie i się uśmiechnął.
- Zagłada ludzkości coraz bliżej, a Ty jesteś kluczem do naszej ewolucji. To Ty, Twoja moc, i to ciało macie szanse Stworzyć lepsze świat! Świat homo superior!!! – Powiedział głośno, śmiejąc się.
Oj Tato, żebyś Ty wiedział, że Mam coś innego na myśli. Że wcale nie mam zamiaru Ci pomagać i tym nędznym mutantom.
Moment.. to nie są moje myśli, nie mogą. Ja, zawsze byłam, jestem i będę neutralna! To są myśli….

Tak, moje myśli, a teraz wynoś się bo to moje ciało, JUŻ MOJE….

Po tych słowach znowu ból i jaskrawe światło. Otworzyłam oczy, leżałam na kanapie w salonie. Naokoło mnie siedzieli mutanci, Mike stał niedaleko. Podniosłam się i usiadłam. Zobaczyłam Logana…
Nie spodziewałam się takiego czegoś po sobie. Ale po prostu wybuchłam płaczem. Było to strasznie niekontrolowane. Logan chyba myślał że jestem jakąś zdesperowaną mutantką, bo zaczął mówić do mnie uspokajająco.
- Dziecko, nie przejmuj się, jesteś wśród swoich. Nie musisz się już obawiać. Tutaj Ci pomożemy…. – Dalej nie słuchałam.
- Gdzie Xawier?- opanowałam płacz. Mówiłam ostrym głośnym tonem.
- Uspokój się dziewczyno, Charlie powinien zaraz tutaj przybyć.
- Logan nie traktuj mnie jak bachora, skoro nim nie jestem. To ważne. – powiedziałam po czym wszystkie oczy mutantów zebranych w salonie skierowały się na mnie.
- Magnus chce wybić ludzi. Ma mnie, tzn Phoenix w moim dziwnie zmienionym i udoskonalonym Ciele. – Patrzeli na mnie jak na szaleńca
- Dziewczyno, uspokój się, Rozumiem, że wiele przeszłaś, chyba powinnaś się położyć. Zabierzemy Cię do Ambulatorium…- Wolverine jak zawsze był zbyt wielkim realistą.
- Idioto! To ja Shadow, niestety nie w moim ciele i nie potrzebuje zafajdanego ambulatorium. – Rogue siedząca nieopodal patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
- Kim Ty jesteś! Shadow odeszła, Jak śmiesz się za nią podawać! – Wydarła się na mnie. Widziałam furię w jej oczach. Zdziwiło mnie to, ale rozumiałam dlaczego mnie nie poznaje. Nie wyglądałam jak ja. Dziwiłam się że Kurt nie jest przy Rogue, widziałam go z drugiej strony z Fay.. Zdziwiłam się na ten widok. Czyżby… coś się zachwiało w równowadze tego świata?
Do salonu wjechał Xawery.
- Witaj dziecko, słyszałem że masz do mnie sprawę. – Powiedział swoim poważnym tonem.
- A no mam. Jak mówiłam, Magneto ma broń przeciwko ludziom. Chce zniszczyć ludzkość, poprzez wykorzystanie Phoenixa, który zagnieździł się w moim byłym Ciele. Ale tamto ciało udoskonalił i uodpornił, przez co sądzę że mamy małą zdolność pokonania go… - Wszyscy patrzeli na mnie z niedowierzaniem. A ja zastanawiałam się gdzie jest Blue, Jean, Scott, Kitty… Gdzie są moi przyjaciele? Oczywiście była Tutaj Rogue, Kurt, Fay, Jessy. I wielu innych mutantów.
- A kim Ty jesteś, i skąd to wiesz?- Zapytał Charles. Czyżby nie umiał czytać w moich myślach?
Nie zdążyłam odpowiedzieć kiedy usłyszałam głos Mike’ya :
- Ona jest kimś kto chce i musi zniszczyć Phoenix jego własną bronią, mimo że nie jest tak silna jak ona, powinna spróbować. Z Naszą pomocą. – Poczułam ciepło w okolicy serca. Tak, czułam coś do tego chłopaka, wiedziałam że w chwili zagrożenia będę mogła na niego liczyć. Tylko dlaczego tak bardzo boli mnie bliskość Logana? I czy przyznać się im kim jestem?...
- Rozumiem. Ale… - Xavier nie zdążył skończyć mówić kiedy do salonu wpadli Jean, Kitty i Storm:
- Profesorze, mamy problem. Grupa Magneto chyba coś szykuje. Zorganizowali się w sektorze b. Na południu lasu… - Chyba te słowa Cyclopsa wystarczyły za potwierdzenie moich wiadomości. Tym czasem ja przez to przenoszenie się z ciała do Ciała wykorzystywanego przez Phoenix poczułam się słabo. Słyszałam jeszcze jak Scott organizuje grupę zwiadowczą. Jak Mike zgłasza chęć pomocy i Jak Logan, mówi że zaniesie mnie do Ambulatorim….


- Hej mała, już wszystko w porządku. Usłyszałam głos Wolverina. Czułam się strasznie, jakby po mnie jakiś walec przejechał. Aż się zdziwiłam że tak bardzo jestem wykończona…
- Co się dzieje? Czy…- chciałam się dowiedzieć, czy zaatakowali, ale chyba mimo wszystko między Mną a Jamesem pozostała ta subtelna więź…
- Nie, jeszcze nie. Magneto chyba się nie śpieszy, a nasi ich obserwują. Ja wolałem zostać Tutaj, bo Pan McCoy niestety, ale nie jest w stanie opiekować się chorymi…
- A Co mu się stało? – Zapytałam zdziwiona
- Pytasz tak, jakbyś go znała…- Nie wiem czemu, ale wyczuwałam w jego głosie nutkę smutku.
- McCoy, opiekował się pewną dziewczyną, o której w szoku mówiłaś że nią jesteś… I wtedy kiedy ona.. Od tamtego czasu jest w śpiączce…- powiedział troche zacinając się.
- Ale co jej się stało? – Nie umiałam wyjść z zaskoczenia.
- Znałaś ją?
- Dlaczego odpowiadasz pytaniem na pytanie? I zmieniasz temat…
- Nie powinnaś mówić do mnie pan? – W tym momencie usiałam. Byłam blisko Logana, gdyż od dłuższego czasu siedział na brzegu mojego łózka. Patrzyłam się w jego oczy z bliskości jakiś 30 cm. Nastała ogromna cisza. Ani ja, Ani Logan nie odezwaliśmy się słowem. Czułam. Czułam że on zaczyna coś rozumieć. Że poznaje we mnie Shadow. Jeszcze nie całkowicie, jeszcze w to nie wierzy. Ale nie wiedziałam jak zrobić żeby sobie naprawdę przypomniał. No i może tego nie chciałam. Mimowolnie podniosłam rękę do jego policzka. Czuły gest kochanki, sam z siebie wykonany. Nie panowałam nad tym. W prawdzie, nie wierzyłam w to że uda mu się pokaać co czuję i pamiętam, bo odkąd znalazłam się w baywille nie udało mi się użyć żadnej z mocy. Ale chciałam tego. Pocałował mnie nagle. Objął mnie czule. Kiedy pomiędzy jednym pocałunkiem a drugim usłyszałam wyszeptane:
- Shadow….
Oderwałam się od niego. Spojrzałam z nadzieją w oczach na niego. On jednak…
- Wybacz, nie wiem co mnie opętało. Myślałem że Ty to… Ona. Sam nie wiem dlaczego. – Nie wiedziałam czy mam się cieszyć, czy płakać z tego powodu że nadal nie wie że ja to ja.
Nic nie powiedziałam. Miałam ochotę się rozpłakać. Położyłam się spowrotem na kozetce, odwróciłam głowę w drugą stronę. Po policzku spłynęła mi łza. Wolverine, może by ją ujrzał, gdyby nie fakt że właśnie wychodził mijając się z kimś w drzwiach…

2006-09-10
Napisane Przez 00:18:27
skomentuj(8)


Ucieczka, Wyznanie i.....

- Śpisz?- Słyszałam głos Mike'a. Czułam jednak do niego żal. Nie odpowiedziałam.
- Wiem ze mnie słyszysz. Przepraszam, że tak ostro cię potraktowałem, ale oni wszystko słyszą. Nie mogłem nic powiedzieć, bo miałabyś problemy i ty i ja. Udaję teraz, że dałem Ci ogłupiające leki, a tak na prawdę po prostu uśpiłem Cię. Jestem mutantem, umiem panować nad czyimiś snami, mogę wtedy spokojnie rozmawiać ze śpiącym i nikt nawet najlepszy telepata nie będzie wiedział, o czym rozmawialiśmy.
- Już zaczynam rozumieć... Czyli mutanci istnieją? Dziwne...
- Tak istnieją. Na początku myślałem, że jesteś zwykłą wariatką, jak wiekrzość pacjentów tutaj. Ale sam fakt, że leżałaś z mutantami na sali był dla mnie zastanawiający. Tzn., Na górze nie wiedzą, że Angelus jak i Erynia są mutantami, ale oni chcieli żebyś była z nimi w sali. A to znaczyło już, że Erynia rozpoznała w Tobie mutanta, tak jak i Angelus. Dobrze, że mają go za wariata. Bo on to czasem za dużo mówi.
- Czekaj, to oni sobie mnie wybrali? Jak to? - Byłam zaskoczona jego słowami.
- No, wieźli cię na łóżku, mieli dać Cię dwie sale dalej, do samych samobójczyń. Ale Erynia powiedziała, że jest wolne łóżko u nich w sali i czy nie mogłabyś leżeć z nimi. Pielęgniarka nie miała nic do powiedzenia. Tym bardziej, że ojciec Erynii jest milionerem. A Erynia wolała mieć Ciebie na oku.
Ale potem zaczęłaś się palić i unosić w powietrzu, erynia próbowała to powstrzymać siła umysłu, ale nie umiała. Wydało sie. - Tutaj przerwał. Otworzyłam oczy. Byłam w moim śnie. Widziałam też Mike'a. Był ubrany cały na biało. Ja miałam na sobie długa białą suknie.
- Prawie jak w niebie...- Powiedziałam raczej do siebie. Uśmiechnęłam się.
- Wiesz, jesteś inna niż mutantki, które poznałem. Masz moce, ale nie panujesz nad nimi w ogóle. Czasem wygląda to tak, jakbyś pobierała je od kogoś. I w ogóle na początku w ogóle byś chyba nie wiedziała ze masz moce. Ale wyczuwam od Ciebie wielką siłę. Twoje moce nie były by pewnie tak olbrzymie, gdyby nie to, że podsycasz je uczuciami. Dziwne. Jak z Tobą przebywałem, to wszystkie uczucia odczuwam kilka razy silniej niż normalnie.
- Byłam.. Może jeszcze jestem.. Wampirem. Może to tak działa.. Nie wiem. Wiem ze wcześniej jeszcze jak miałam swoje ciało, to potrafiłam rozmawiać z umarłymi, i mnie kochali, bo byłam ich światłem. Dzięki mnie mogą się porozumiewać miedzy sobą. Kiedyś nie mogli. NO i właśnie umarli uczyli mnie wszystkiego i nowych mocy i w ogóle wielu potrzebnych doświadczeń. Ale teraz... To nie moje ciało. Nie wiem, co potrafię. Wiem tylko ze musze się stąd wydostać i znaleźć sie w Ameryce... - Zamyśliłam się głęboko. Mike patrzył na mnie.
- Ty chcesz do tego miejsca gdzie bywałaś w snach? - Zapytał cicho.
- Tak, i niektóre te sny to były połączenia z moim ciałem. Chęć powrotu do niego. Jednak jakiś pasożyt sie w nie wdał. I to w kurwy silny... Musze go pokonać. - Podniosłam się w tym śnie. Siedzieliśmy z Mike'yem na trawie. Kiedy wstałam zerwał sie wiatr. Podniosłam ręce do góry a wiatr wzmógł się jeszcze bardziej. Kiedy szybko dałam je na dół, wiatr przestał w ogóle wiać. Mike'y patrzył na mnie trochę zaskoczony
- Widzę, że wiesz jak panuje sie nad snami... Mogę pomóc Ci się stąd wydostać. Mieszkam niedaleko, tam mogłabyś się zatrzymać na chwile. A ja załatwiłbym wszystko.
- Dobra!!! Ale jak mam się stąd wydostać? - Zapytałam zrozpaczonym głosem.
- Słoneczko, dla mnie to nie problem. Uśpię tych na górze i strażników, niestety muszę być w pobliżu nich, żeby to zadziałało. Tzn. nie mogę odchodzić za daleko budynku. Dam Ci adres mojego mieszkania i klucze. Pójdziesz tam. Ja jak skończę prace, to tez przyjdę. Dobrze?
- Ok., Ale to na pewno się uda? - Nie byłam pewna jego pomysłu.
- Uda sie, a dzięki tobie może wyrwę się w końcu z tego całego zamieszania. Każdego dnia boję się, że mnie wykryją. Przyniosę Ci ubrania, kiedy pójdziesz pod prysznic. Wtedy ich uśpię, będę ich trzymał w śnie na jawie... Nie zapomną ich do końca Życia... W ogóle nie zauważą, że śnili. Tylko się pośpiesz, nie utrzymam iluzji za długo, więc proszę biegnij, co sił w nogach. - Kiedy to powiedział, ja pokiwałam tylko głową. Jeszcze zgadaliśmy się, co, do czego. Podał mi adres swojego mieszkania. W końcu się obudziłam. Bolała mnie głowa. Ale Mike przyszedł. Odwiązał mnie. Traktował mnie sucho tak żeby nie było podejrzeń. Zaprowadził mnie do łazienki. Miał szary pakunek, w którym najczęściej przynosił mi świeże piżamy. Wiedziałam, że teraz nie znajdę tam obrzydliwego twardego materiału. Wykąpałam, sie wytarłam. Kiedy wyszłam i stanęłam naprzeciw niego, on puścił do mnie oczko położył pakunek na krześle, po czym zobaczyłam jak zamyka oczy. Skupił sie... I.. Nic. Otworzył oczy. Już sie wystraszyłam, że nic się nie stało, ze się nie powiodło. Ale on nagle się uśmiechnął.
- Dobra szybko ubieraj sie! W kieszeni spodni masz klucze do mieszkania i na kartce adres. - Powiedział to i wyszedł. Zrobiłam to, co powiedział i zaczęłam biec do wyjścia. Miałam wszystkie swoje rzeczy, swoje ubrania. Wybiegłam na zewnątrz. Boże, jakie to było proste. Biegłam tak długo aż nie widziałam budynku wariatkowa. Zwolniłam kroku. Nie wiedziałam jak to wygląda teraz w psychiatryku, i w ogóle. Ale chciałam tylko znaleźć mieszkanie Mike'a. I udało się.
Boże, nigdy żadna akcja nie była tak łatwa. Może, dlatego, że zawsze walczyłam z takimi organizacjami, które miały pojęcie o sile mutantów, albo z mutantami walczyłam. Teraz zostało mi tylko czekać na Mike'a. Z pracy wróci za jakieś 4 godziny. Położyłam sie na kanapie w saloniku. Załączyłam telewizor. JEZU! Jak miło usłyszeć język polski. Oglądałam jakiś Film.
Zaczęli nadawać regionalne wiadomości. Była już 12.00. Czyli Mikey wróci za jakieś 2 godziny...
- "Z Rybnickiego wariatkowa uciekła groźna pacjentka. Jest bardzo niebezpieczna. Władze jeszcze nie wiedza jak wygląda, jednak znają szczegóły, jakimi wyróżnia sie dziewczyna." - O kurw... Nie...
- " Ma długie błąd włosy, Nie jest za wysoka. Dość dobrze zbudowana. Jest bardzo groźna, lepiej zachowywać się spokojnie. Jeśli ktokolwiek zobaczy podejrzaną osobę, niech od razu powiadamia władze. Dziewczyna jest w białej koszuli szpitalnej. Mogła jednak zmienić już ubranie! W następnych wiadomościach pokażemy jej zdjęcie..." - No to do następnych wiadomości trza sie jakoś ulotnić. JA GROŹNA? Ciekawe jak Mike....
- Oto jej opiekun. Proszę pana, co się wydarzyło? Jak to się stało ze ona uciekła? Dlaczego nikt nie zauważył jak wychodziła??? - Zobaczyłam na ekranie Mikeya, był mokry od wody i chyba płynęła mu krew z brwi.
- Uderzyła mnie prysznicem, kiedy zaprowadziłem ją do łaźni. Potem nie wiem, co się stało, bo użyła takiej siły, że wpadłem na ścianę i straciłem przytomność. Dobrze, że byli w pobliżu inni pielęgniarze, bo bym się utopił w wodzie, której ona nie zakręciła...- DZIĘKI, MIKE;/ nie ułatwiasz mi... Pomyślałam.. Zobaczyłam teraz na ekranie Erynię
- pani jest pacjentką, była pani w pokoju z uciekinierką....- Spikerka już mnie denerwowała tymi swoimi pytaniami.
- Tak, ale nie jestem szalona. Ja tylko chciałam sie zabić- tutaj dziewczyna uśmiechnęła się do kamery- Ona była bardzo dziwna. Widziałam jeszcze jak uciekała. Miała na sobie świeżą białą koszulę. W ręce miała urwany prysznic. Kto stanął jej na drodze to go uderzała. Dobrze ze nikogo nie było na korytarzu. Dziewczyna chyba oszalała. Ale nie dziwię jej się. W końcu to wariatkowo prawda? - Znowu zabłysnęła uśmiechem. Spikerka podziękowała.
Nie no... Wariatka w białek koszuli zabijająca prysznicem, też coś:), Ale dziękuje Erynio! Boże, niech już Mike wraca... Sama nie wiem, kiedy usnęłam. Kiedy w końcu otworzyłam oczy usłyszałam kroki w mieszkaniu i poczułam miły zapach czegoś dobrego do jedzenia. Podniosłam się z kanapy. Przeciągnęłam się.
Poszłam do miejsca skąd dochodziły owe zapachy.

- Witam śpiochu! Ty groźna psychopatko z prysznicem - puścił mi oczko. Uśmiechnęłam się do niego. Widziałam jak lustruje mnie wzrokiem
- No, co tak się patrzysz, sam mi wybrałeś takie ciuchy.- Heh miałam na sobie dość wydekoltowaną bluzeczkę na ramiączkach i krótkie szorty z potarganymi nogawkami. Fanie to wyglądało.
- ładnie, podoba mi się. Teraz zjemy coś i załatwimy jakoś podróż do Ameryki. - Kiedy to powiedział uśmiechnął się. Jednak mi coś się Przypomniało...
- Pokazywali w telewizji moje zdjęcie? - Zapytałam trochę wystraszona.
- Tak, ale o to się nie martw. To tylko regionalna telewizja. A moi przyjaciele Ciebie nie wydadzą. Już rozmawiałem z moim przyjacielem - pilotem. Za 3 godziny lecimy. - Kiedy to usłyszałam myślałam, że zacznę skakać pod niebiosa. Rzuciłam się tylko na nic niespodziewającego się Mike'a i pocałowałam go w policzek. Zaskoczony chłopak obiął mnie.
- Dziękuję! Na prawdę, nie wiem jak Ci się odpłacę.- Powiedziałam, jednak ten uśmiechnął się
- Wiesz, robiąc coś dla Ciebie, robię i dla siebie. Zamieszkam gdzieś w Ameryce. - Kiedy tak powiedział, wpadł mi do głowy pewien pomysł.
- A może zamieszkasz w instytucie Xaviera? On tam uczy mutantów nad panowaniem nad mocami i pomaga innym. To by było dobre. A ja jak się uda tez tam wrócę... To, co? - Powiedziałam..
- Wiesz... To nie jest zły pomysł.. Przecież nic nie biorę tam, wiec to by było akurat... I zawsze chciałem uczyć innych...- Uśmiechnął się do mnie. Nadal mnie obejmował, teraz pocałował mnie czule... Nie opierałam się... Jednak w pewnym momencie oderwałam się od niego. W moich myślach pojawił się Logan.
- Coś się stało Shadow? - Zapytał chłopak
- heh, jak dawno do mnie nikt nie mówił Shadow... Wiesz, tam, w Ameryce, miałam faceta. Kochałam go nad życie. Jednak pewnego dnia dowiedziałam się o jedną rzecz za wiele... Odeszłam od niego. Chyba się tym nie przejął zbytnio.
- Jednak nadal coś do niego czujesz... Rozumiem. Przepraszam. Ale jak mówiłem ja przy Tobie szaleję.- Spojrzał głęboko w moje oczy. Też coś do niego czułam. Ale nie chciałam wiedzieć, co. Bałam się.
- A ja się dobrze przy Tobie czuję. - Uśmiechnęłam się do niego. Przyszykowaliśmy stół. Zjedliśmy posiłek.
- Tyle przeszliśmy razem. Tyle snów mi dałeś, że w pewnym momencie nie wiedziałam już, co było rzeczywiste a co nie...- Kiedy to mówiłam złapał mnie za dłoń. Ja się nie wyrywałam.
- Wiem, sam już tez nie wiem, co było na prawdę. Wiem jedno, że moje uczucie do Ciebie, nie było żadnym snem. Że jest prawdziwe...- Nastała Cisza. Ja tylko się uśmiechnęłam. On pochylił się do mnie i pocałował mnie.

Do odlotu było jakaś godzina. Zaczynaliśmy się pomału szykować. Tzn. pomagałam mu pakować, co ważniejsze rzeczy. W końcu się zebraliśmy. Pojechaliśmy na Rybnickie lotnisko.
- Heja! Tom!!! To jak podrzucisz nas do głównego lotniska?
- Jasne Mike! Dla przyjaciół wszystko - Tom spojrzał na mnie i puścił oczko - A Ty pewnie to ta groźna psychopatka, co? Hahaha - Uśmiał się serdecznie
- Taaa... Uważaj, bo zatłukę Cię prysznicem. Hehehe - odpowiedziałam w żarcie. W końcu wpakowaliśmy się do samolociku.

Potem przesiedliśmy się do samolotu lecącego do Ameryki.. Lot minął nam dość przyjemnie. Coraz lepiej czułam się w Towarzystwie Mike'a. Nie myślałam przy nim już o Loganie. Może tylko czasem. Przez tą podróż bardzo się do Siebie zbliżyliśmy.
Kiedy w końcu znaleźliśmy się na lotnisku, szliśmy trzymając się za ręce.
- Wiesz, myślę, że od razu pojedziemy do Bayville. Nie wiem czy się powiedzie, ale mam nadzieje. Szczerze mówiąc jeszcze nie wiem, co się dokładnie wydarzyło... - Powiedziałam Do Mike'a.
- No skoro tak chcesz to jedziemy.- Pocałował mnie w usta i poszliśmy po taksówkę. W drodze jednak zobaczyłam Znajome mi twarze.
- Czekaj Mike, coś jest nie tak... Coś się tutaj wydarzy.- Powiedziałam spokojnie. Rozejrzałam się dookoła. Zobaczyłam Gambita, Pyro Sabrethoota i Silver. Nie stali w jednej grupie, chyba kogoś szukali. Kiedy ludzie zaczęli wysiadać z samolotu, na drugim końcu lotniska, Wszyscy szybko podeszli w tamtą stronę. Czyli miał przylecieć jakiś mutant.. Zaciekawiło mnie to. Z jednej strony wiedziałam ze raczej mnie nie poznają w nowym ciele. Ale z drugiej strony strasznie chciałam przytulić Violet. Stęskniłam się za nią. Pociągnęłam za sobą zdezorientowanego Mike'a. Jednak zgubiłam ich. Nagle ujrzałam ich przy wyjściu, z jeszcze jedną osoba. Z jakąś Rudą średniego wzrostu dziewczyna.. Z profilu bardzo przypominającą...!! MNIE.....


2006-08-06
Napisane Przez 15:55:37
skomentuj(8)


Świadomość zaczyna się budzić...
- Niewtrzymam tego!! Nie rozumiem co się dzieje! - krzyczałam coraz słabiej. Już nie wiedziałam co jest na prawdę. Mikey powiedział ze coś mi się śniło.
- Bieadctwo... Wybacz mi. - Powiedział, jednak nie wiedziałam o co mu chodzi. To wszystko porzechodziło moje wymagania.
Zamknęłam oczy. Pierwszy raz poczułam łzy spływające po policzkach. Były gorace.
- Mike, powiedz mi, co jest prawdą? O co w tym wszystkim chodzi? Ja.. ja... ja już nie rozumiem niczego....- łkałam cicho. Przytulił mnie do siebie. Otworzyłam oczy, widziałam jego smutne spojrzenie.
- Zabiorę Cię stąd. Bedzie dobrze. Zobaczysz. - jego słowa były szczere. Ale nie wierzyłam już w nic. Nadzieje umarły.
Chłopak mnie głaskał. Poczułam się senna. Zamknęłam oczy.

Otworzyłam oczy. Strasznie źle się czułam. Bardzo dziwnie. Tak jakbym to nie była ja. Nie czułam swojego ciała. Widziałam ambulatorium. Podniosłam się. Nie panowałam nad własnym ciałem.
Nagle do sali wbiegł Logan. Miał dziwną minę.
- Shadow? połóż się.- powiedział, chciałam mu odpowiedzieć, ale moje usta same się poruszyły.
- A co zrobisz jeśli tego nie uczynię?- mój głos brzmiał kokieteryjnie. Dlaczego nie mówię tego co chciałabym powiedziec.
- Jesteś słaba.... Moze coś Ci się stać.- Powiedział już innym tonem Wolverine.
- Zdziwiłbyś się ile we mnie jest siły - głos brzmiał dziwnie. Logan powąchał powietrze.
- Kim jesteś?- Zapytął podejżliwie wysuwając szpony. Chciałam krzyczeć ale nie mogłam. Zamiast tego podeszłam do niego i namiętnie pocałowałam! Byłam w szoku. To nie ja panowałam nad własnym ciałem. Logan stał oniemiały. Nagle został odrzucony z wielką siłą na ścianę. Zdziwiłam się. Ale wiedziałam ze to przezemnie. Albo przez to co jest we mnie.
- Głupia, to już nie jest Twoje ciało. Wynoś się - usłyszałam własny głos.
- Kim jesteś - zapytałam.
- jestem Phoenixem. A teraz wynoś sie z MOJEGO ciała - kiedy to powiedziała poczułam słabość. I pustkę...

Otworzyłam oczy. Chwile zastanawiałam sie gdzie ja jestem. W końcu przypomniałam sobie. W salce nie było Mikeya. Usiadłam na łóżku i wsparłam głowę o dłonie. Zakryłam nimi twarz.
- co to był za sen?- zapytałam sama siebie. podniosłam wzrok, kiedy usłyszałam że drzwi się otwierają. Zobaczyłam w nich chłopaka z objadem. MIke patrzył na mnie zdziwiony.
- Wychodziłaś gdzieś? - Zapytał. Czułam się na prawde niesamowicie...
- Raczej nie... - Odpowiedziałam troche niepewnie, mając w głowie jeszcze resztki snu.Ale wiedziałam że coś jest nie tak.
- Chyba zaczynam się domyślać Co się stało... Chyba zaczynam rozumieć o co chodzi ze snami i z tym wszystkim...
2006-07-27
Napisane Przez 11:24:55
skomentuj(8)


Notka organizacyjno wyjaśniająca.... Komuś sie coś jeszcze nie podoba?
Niuchaczu!
nie bez przyczyn to wszystko się dzieje tak jak się dzieje.

jak wiesz moja postać jest wampirem. Wamiry najczesciej kuszą i podrywają.

Seria Psychiatryk, to ogółem jeden wielki bajer. Wszystko jest zakręcone, poplątane. Ale o to mi chodziło.

moja bohaterka moze i wygląda na taką skrzywdzowną postac. Ale jak już kiedyś pisałam, Całe moje opowiadanie pisane jest na tle tego co aktualnie dzieje się w moim zyciu. najczesciej wena łapie mnie jak mam wielkie doły. Wiec i bohatrka jest taka. To moje życie.

Aktualnie czuję się jak w takim bezgranicznym śnie, i nie wiem co jest prawdą a co kłamstwem.
Odwazna jestem i silna. Jak na razie z każdej sytuacji udało mi się wyjść obronną ręką wiec i moja postac taką ręką wychodzi...

Sytuacje które dzieją sie w moim opwiadaniu, to odzwierciedlenia tego co dzieje się u mnie... oczywiście odpowiednio modyfikowane, i zmieniane tak aby pasowało do bloga o mutantach.

I powiem coś jeszcze tak do ogółu.

Całe opowiadanie po psychiatryku zmieni się o jakieś 180 stopni a moze nawet 360, i bedzie to totanie zmieniona wersja. na pewno beda częsciej występowali mutanci x-meni. W końcu to nie jest opowiadanie o byle czym tylko o x-menach. Mnie już wkurzają te powieści gdzie ktos niby pisze o x-men, a tu wogóle ni słowem o nich nie ma w więkrzości notek.

"psychiatryk" jest po to zebym mogła własnie zrobić te zmiany.

Komu sie nie podoba nie każę czytać tego bloga.
Komu się podoba, to radzę uzbroić się w cierpliwość.

Postać jest zrobiona w taki sposób, bo to ma coś na celu. Przeciez nikogo nie ciekawiło by to gdybym w kolejnej notce pisała po raz tysięczny o dyskotekach, sklepach i szkole, bo moje życie takie nie jest, to i mojej bohaterki nie będzie.


Dziękuję.
2006-06-24
Napisane Przez 16:47:22
skomentuj(6)


Niemożliwe. Co jest prawdą??
Wszystko działo się jak za mgłą. Ledwo pamiętałam, kiedy znaleźliśmy się u doktora, badań nie pamiętam w ogóle. Wiem tylko że po badaniach, Mike wziął mnie do jakieś małej salki z dwoma łóżkami. Patrzałam na niego otępiała, czułam, że to leki uspokajace. Oni Cisnęli mi chyba końską dawkę.
- Na razie zamieszkasz tutaj, puki co. Razem ze mną, bo mam się tobą opiekować dzień i noc.
- Suuuuuupeeer… szepnęłam. Położyłam się na wskazane łóżko. Czekałam aż mnie przywiąże pasami, ale Mike nie robił tego.
- czemu mnie nie przywiążesz? – Zapytałam lekko znudzona.
- Po co? I tak nie masz jak uciec. Nie ustoisz sama na nogach. A po drugie ufam Ci. – To co powiedział zaskoczyło mnie, ale nie miałam ochoty na rozmowy. Na wyznania. Teraz chciałam tylko zasnąć. Umrzeć. Ale nieeeee… Koleś chyba żył przez całe życie w zamknięciu, bo japa mu się nie zamykała.
- Czemu nazwałaś mnie… Logan czy jakoś tak?? Skąd znasz to imię? – Zapytał w pewnym momencie mojej uwagi.
- eee.. bo.. Miałam sen.
- Wiem że miałaś sen. Przepraszam…
- Za co mnie przepraszasz?
- E.. No że nie pozwalam Ci teraz spać, ale..
- Powiedziałeś że wiesz że miałam sen?
- NO tak, chyba ot tak sobie nie powiedziałaś tego imienia.
- A czemu to tak Cię Ciekawi?- spojrzałam na niego spode łba
- Ponieważ to moje drugie imię.
- niee….- zaczynałam wątpić.
- A na trzecie pewnie masz james? – powiedziałam z nutką ironi i to całkiem dużej.
- Skad wiedziałaś???- Był niesamowicie zdziwiony. Ja jednak mimo wszystko nie czułam niczego. Za wiele straciłam, zbyt wiele przeszłam. Ale to że tak powiedział wbiło mi jakąś szpilę w serce.
- Wyjdź stąd. – powiedziałam ozięble. On spojrzał jednak na mnie długo, po czym uśmiechnął się.
- Nie mogę. To moja praca. Mam się Tobą opiekować.
- To chociaż zamknij morde… Chce spać – Moja opryskliwość była wielka. Jednak Mike posłuchał się i położył na posłaniu obok. Zaszyłam się w moich myślach.



- Rogue? Dlaczego nie jesteś na treningu? – Zapytałam dziewczyny wpadając na nią na korytarzu.
- Bo, eee… Źle się czułam..- Odpowiedziała trochę zmieszana.
- Taaa, i teraz starasz się wymknąć z instytutu?
- Oj Shadow, wiesz jak Logan nas wykańcza, a ja musze iść na zakupy. Potrzebuję nowych rękawiczek i ładną bluzkę z długimi rękawami. – popatrzyła na mnie psimi oczami.
- No dobra, ja Cię nie widziałam. – Powiedziałam do dziewczyny i się uśmiechnęłam.
- Miłych zakupów- puściłam jeszcze do niej oczko. Szłam przed siebie.
- Gutentag Shadow!- usłyszałam radosny niemiecki akcent Kurta.
- Cześć Braciszku. Widzę że kolejny którego nie ma na treningu. Przesracie sobie u Wolverina.
- Ja, ich weiss… nie musisz mi powtarzać. Ale głodny jestem. Nie umiem ćwiczyć kiedy burczy mi w brzuchu. – Uśmiechnął się do mnie.
- Idź już, bo zaraz mogę stracić cierpliwość cierpliwość osobiście Cię zaprowadzę Do Logana.- Wyszczerzyłam zęby i Kurt teleportował się.
Sama nie wiedziałam gdzie idę. Nagle wszystko zaczęło się obracać. Pociemniało mi przed oczami. A kiedy je otworzyłam zobaczyłam Ambulatorium. Leżałam na kozetce. Obraz mglił mi się w oczach. Wszystko było strasznie niewyraźne. To chyba przez te leki uspokajające. Moment, tylko czemu ja dostałam leki uspokajające? Nie umiałam teraz się na niczym skupić. Poczułam nagły ból głowy. Nie wiedziałam co się dzieje. Robiło mi się strasznie gorąco. Prawie się paliłam. Wiedziałam ze coś jest nie tak. Zobaczyłam Logana. Wstał szbko i podbiegł do mnie. Chyba położył mi rękę na czole. Szybko ja zabrał, tak jakby coś go oparzyło.
- Spokojnie. Shadow jesteś? – Zapytał.
- jeszcze nie wiem. – odpowiedziałam słabo.
- No gnojku budź się w końcu, wiecznie spała nie będziesz- powiedział wrednym tonem.
- Ile można spać? – dopowiedział po chwili trochę delikatniej.
Ale nie było mi dane się podnieść. Ból głowy był coraz wiekrzy. Rozrastał się w szybkim tępie aż w końcu nie mogłam wytrzymać. Wyrwał się z moich ust krzyk.

- Obudź się… To był tylko zły koszmar…. Nie umiałem tego powstrzymać… - ledwo dochodziło do mnie co mówi do mnie. Głowa przestawała mi ciążyć. Kiedy w końcu otworzyłam oczy zobaczyłam małą salkę. I Mikeya… Znowu taki sen.
Leżałam długo bez ruchu. Mike siedział przy mnie i głaskał moją głowę… Skądś pamiętałam taką scenę.
- To nie może być prawda… powiedz mi że jesteś snem..- Powiedziałam do chłopaka. Usiadłam. Czułam ze do oczu cisną mi się łzy.
- O czym ty śnisz?- Zapytał jakby mnie nie słuchał. Patrzył na mnie jak dziecko. Wyglądał tak nawet. Mimo swojej postury i męskiej twarzy, w niektórych momentach przypominał mi małego chłopca. Nie wiem dlaczego ale zaczynałam czuć do niego sympatię. Nagle stwierdziłam że mogę mu o nich powiedzieć. Że mogę wyznać mu prawdę dlaczego chciałam się zabić.
- Mogę Ci opowiedzieć. Ale obiecaj nie śmiać się ani nic…
- Obiecuję. – jego ręka miarowo głaskała moją głowę, przechodziła powoli do głaskania twarzy. Te ruchy uspokajały mnie.
- Dobrze więc słuchaj. Sama nie wiem, co było prawdą a co snem, ale wiem że to wszystko było jak dla mnie zbyt realne. To ze chciałam się zabić było spowodowane tym że nie mogłam uwierzyć w to ze to co przeszłam…. Przeżyłam, było tylko snem… A na to wygląda.
Zaczęło się od tego ze pewnego dnia, do mojej szkoły przyjachali pewni ludzie. Po pewnym czasie okazało się ze byli to mutanci.. Poszukiwali jakiejś mutantki, która była groźna, zwarzajac na to że w zależności od pory roku, danego dnia, czy zmiennych faz księżyca, miała różne moce. I nie umiała nad nimi panować…. Byłam nią ja… Zostałam porwana i… - Tu zaczełam opowiadać moją historię. Chłopak mimo już dwugodzinnej mojej opowieści ani na chwile nie okazał znudzenia. Słuchał uważnie, patrząc na mnie tymi swoimi wielkimi oczyma. Jego już nie jedna a obie dłonie, dotykały mojego ciała. Nie, nie było w tym nic perwersyjnego. To było jak.. Tak jakby głaskał jakieś zwierzę. A mnie to się podobało. Kiedy zakończyłam swoją historię, dochodząc aż do tego momentu powiedział:
- jesteś silna, że to wszystko przetrwałaś. I wiem teraz, że nie jesteś szalona, tak jak próbowała mi to wmówić Pielęgniarka.
- Dzieki…
Jego jedna dłoń spoczęła na mojej głowie. Drugą trzymał moją dłoń. Zdziwiłam się, bo dopiero teraz tak naprawdę uświadomiłam sobie co robi.
- Jesteś baaardzo silna. Nie potrafiłem wpłynąć na Twoje sny. Chciałem je wymazać…- Powiedział to, a mnie zatkało. O Co mu chodziło?
- O czym Ty mówisz?- Chłopak przyglądał mi się uważnie. Nawet lekko się uśmiechał.
- Chciałem pozbawić Cię snów. Żeby nie mogli Cię krzywdzić. To nie miejsce dla Ciebie. – Byłam w szoku po jego słowach.
- Ale jak..
- Mutanci to prawda, to nie był sen. Istnieją. A Ty jesteś w wariatkowie, gdzie ich się trzyma, aby robić na nich eksperymenty. Tobie jeszcze nic nie robią bo… Bo nie mieli pewności że masz jakieś zdolności. Niedawno im pokazałaś. Zaczęłaś płonąć, przepaliłaś pasy po czym zaczęłaś lewitować razem z rzeczami z pokoju. Teraz chcą Ciebie wykorzystać jak innych do swoich celów. – Im dalej zagłębiał się w to co mówił tym bardziej ja czułam ze opuszczają mnie siły… Czyli… ja już nic z tego nie rozumiem. Istnieją mutanci? Ale gdzie są x-men?
- Ja chciałem Ci pomóc… Bo … Od początku kiedy Cię ujrzałem to… Stałaś się dla mnie ważna… Ja .. ja Cię kocham- Powiedziawszy to pocałował mnie w usta. Namiętnie i długo.

-Aaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!!! - Mój własny krzyk mnie obudził. Nademną siedział Mikey i glaskał moją głowę… jego ciepłe oczy spoglądały w moje.

2006-06-13
Napisane Przez 17:44:15
skomentuj(18)


Za dużo w życiu realistycznych snów...

-Logan proszę nie!!!- krzyknęłam w pierszym odruchu zakrywając się rękoma.
- Jak Ty mnie nazwałaś? – Usłyszałam zdziwiony głos Mika.
- Moniko! Nie śpij! Mike nie będzie Cię karmił do końca życia! – obudziłam się zlana potem..
- O ja nie mogę.. Ona zasnęła przy jedzeniu! – Erynia śmiała się do rozpuku. Mike przyglądał mi się zarumieniony… Boże, co za koszmar.
Mike nadal taksował mnie swoim spojrzeniem. W końcu ostatnia łyżka zupy. Mike uśmiechnął się promiennie.
- Morderczyni sobie maaaaarzyyy o Mike ‘u!!... Maaaaarzy iiiii śniiiiii o niiiiimmm…. – Zaczał śpiewać Angelus. Ja spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. Mike’y wstał i wyniósł talerze. Pielęgniarka powiedziała:
- Mike ma się Tobą opiekować, teraz pujdziesz z nim do łazienki umyć się. – Boże, to mój koszmar? Nie odezwałam się w ogóle, nie miałam na to ochoty. Mike jak w moim śnie rozpiął mnie i poszliszmy. Jednak nie był taki jak w moim śnie… Trzymał mnie tak mocno, czułam że jest silny. Ale czułam od niego taką dziwną aurę nieśmiałości.
- Przepraszam, jeśli traktuje Cię jakoś nieodpowiednio, Ale Pani Aghet powiedziała, że mam być co do pacjentów ostry… - powiedział po długiej chwili, kiedy dochodziliśmy do łazienki.
- Szczególnie dla tych, którzy chcieli się zabić…- dokończył już nie patrząc na mnie. Milczeliśmy, ja starałam się nie patrzeć na niego. Zbyt bardzo to bolało. Dlaczego w moim śnie tak to wszystko wyglądało??
Nie umiem pojąć dlaczego to wszystko tylko mi się śniło, dlaczego jest jak jest. Dlaczego ten Mike jest taki podobny do Logana. To wszystko jest takie straszne i takie realne, że az nieprawdziwe.
Wykąpałam się, dostałam nawet mydełko, pachnące. Mike miał schowane w kieszeni. I też tak dziwnie patrzył na ten murek, ale rumienił się jak się wyjrzałam i odwracał szybko wzrok. Dziwny koleś. Kiedy wyszłam owinięta w ręcznik, nawet podał mi czystą koszulę, którą ubrałam od razu i zdjęłam ręcznik. Podłoga była cała mokra. Skądś to pamiętałam, niczym się obejrzałam a już znalazłam się w ramionach Mike’ya. Złapał mnie nim upadłam na ziemie. Pomógł mi się podnieść, jednak nadal tkwiłam w jego ramionach. Jego twarz przybliżyła się do mojej w jednej sekundzie, która trwała wieki i złożył na moich ustach pocałunek.

Dopiero po chwili oszołomioną wypuścił mnie z obięć i sam zaskoczony swoją wylewnością, stał się oziębły. Wziął mnie za rękę i szybko poszedł ze mną do Sali. Tam przypinając mnie do łóżka powiedział tylko
- Przepraszam, sam nie wiem co mnie opętało.- Kiedy skończył zawiązywać odszedł nie patrząc nawet do tyłu.

Erynia była zdziwiona:
- A temu co się stało? Pogryzłaś go czy jak? – Ja zatapiałam się już w śnie. Słyszałam jeszcze jak Erynia gada do mnie coś, a Angelus śpiewa o zakochanych… Śpiewa o dwojgu ukrywających swe uczucia osobach, o chłopaku nieśmiałym i zamkniętym w sobie i dziewczynie której uczucia umierają. Śpiewał o tym jak w łazience się pocałowali.. On śpiewał… O NAS…

- Strom, kiedy będzie obiad?- Spytałam kobietę o białych włosach. Ona uśmiechnęła się do mnie:
- A co już taka głodna jesteś? – Do kuchni weszli chłopacy
- Cześć Scott, Cześć Kurt, A wy już nie w szkole? – Zapytałam puszczając do nich oczko.
- Mieliśmy mało lekcji. A poza tym, czemu ty w szkole nie byłaś? – Zapytali mnie podejrzliwie.
- Bo byłam w psychiatryku – Co?? Zdziwiłam się co mówię. Ale … Przecież to prawda, przecież leżałam przywiązana do łóżka. Poczułam się słabo. Usiadłam na krześle.
- Co Ty mówisz? – Zapytał Kurt. Czułam jak kręci mi się w głowie. Zaczełam sobie przypominać, że chciałam się zabic bo x-meni tylko mi się przyśnili, że wszystko to było takie prawdziwe. Czułam ze zaczynam unosić się w powietrzu. Czułam że moje ciało ogarnia ogień. Wiedziałam że to wszystko ze złości i ze smutku. Że nie wytrzymuje, zaczełam słyszeć głosy, krzyczeli o pomoc, że coś się dzieje. W Tym momencie zobaczyłam Logana w drzwiach. Chciałam do niego podbiec, chciałam się rzucić mu na szyję, wtem na miejscu jego Twarzy zobaczyłam twarz Mike’ya. Jego głos mnie uspokajał. Głos jego i Logana. Podszedł i mnie przytulił. Płonęłam, ale on się nie bał ognia. Usłyszałam tylko jeszcze:
- Proszę uspokój się, zaraz dostaniesz coś na uspokojenie, nie szalej. Wystraszyłaś wszystkich….

2006-05-19
Napisane Przez 21:44:27
skomentuj(25)


Przebudzenie z koszmaru???
Już miałam opuszczać szkło kiedy usłyszałam kroki… Zamarłam… A jak mnie tu znajdą? To już nigdy nie uda mi się odejść… Stałam tak, nieruchomo… Kroki oddaliły się. Zrobiłam pierwszy ruch… Nie, nie przecięłam przegubu. Uderzenie padło na udo… Krew bryzgnęła na kafelki. Kolejne cięcie. Tak długo robiłam aż nie czułam nóg. W końcu wzięłam szkło i chciałam przeciąć sobie rękę… Siedziałam na ziemi, w kałuży krwi…
Ktoś wszedł.. Zabrał mi szybko szkło. Nie widziałam kim była osoba. Czułam się słabo i chciałam tylko umrzeć..
- pozwól mi umrzeć…. Proszę… - Nic już nie słyszałam. Ale wiedziałam że krzyczą o pomoc… Że do łazienki ktoś wbiegł…
- Monika! Nie możesz umrzeć! Coś ty narobiła! – słowa które padały nie słyszałam przez uszy, tylko tak jakby podświadomie.. Nie byłam pewna czy ktoś je wypowiada, czy tylko sądzę że to robi. Wiem tylko ze zamknęłam oczy chcąc umrzeć w końcu.

Niestety, nie pozwolono mi. Otworzyłam zmęczone oczy. Czułam się jakby ktoś mnie wyżuł i wypluł. Chciałam wstac jednak poczułam że moje ręce są przywiązane. Byłam przywiązana do łóżka.. Obok usłyszałam śmiech. Obłąkańczy szalony śmiech. Otworzyłam w koncu oczy, doszło do mnie co się stało niedawno… I w końcu doszedł też fakt tego gdzie jestem.
- obuuuuudziłaaaaś sięęęęę…. – głos człowieka leżącego obok był straszny. Sam facet wyglądał okropnie.
- Jestes morderczynią.. Chciałaś zabić… - powiedział ten sam facet, głosem dziecka. W oddali słyszałam wrzaski i piski. Czułam się strasznie. Zobaczyłam drzwi z kratami w oknach. Leżałam nieruchomo, nie umiałam uwierzyć.
- jesteś w wariatkowie – powiedziała jakaś dziewczyna leżąca obok. Zobaczyłam że ma obandażowane całe ręce. Tez była przywiązana.
- na oddziale zamkniętym. Tutaj zawsze dają samobójców. Aż dziwię się że dali nas razem. – powiedziała tym swoim chłodnym i pustym głosem.
- Dlaczego jestem przywiązana? – Zapytałam, mimo ze znałam odpowiedź.
- Po to abyś nie próbowała jeszcze raz zrobić tego samego co wczesniej.- powiedziała z ironią w głosie.
- Wiesz, oni są głupi, myslą że jak teraz mnie przywiążą to nie będę próbowała dalej? Ja tu jestem po raz 6… Niczego się nie nauczyli… Ale już przywykłam. Kiedyś nie uda im się mnie odratować… - Dziewczyna była całkiem normalna.
- Czemu chciałaś się zaszlachtować? – Zapytała mnie z ciekawością… Jakoś nie miałam ochoty na żadne rozmowy, nie miałam ochoty na nic. Nie miałam ochoty w ogóle żyć.
- Milczysz… Też taka byłam na początku. Nic nie mówiłam, chciałam być tajemnicza… Ale po tylu razach, spokojnie mówię o problemach. – Ciągle gadała. Gdybym była mutantką to siłą woli bym ją zamknęła. Ale niestety nią nie jestem. To był tylko sen…
- To był tylko sen… - usłyszałam moje własne słowa, ale nie wypowiedziane moim głosem. Ten facet co leżał obok… On to powiedział.
- Co powiedziałeś?- zapytałam zdziwiona.
- To był tyyyyyyyyyylko seeeeen – powtórzył.
- Nie zwracaj na niego uwagi, to totalny świr. Siedzi tu już ponad dwa może trzy lata. Ale nigdy nie dowiedziałam się za co tak naprawdę siedzi. – patrzyłam na niego. W jego twarzy coś było, coś niesamowitego… Bardzo Ciekawa postać.
- Bardzo ciekaaaawaaa postać… - Znowu ten straszny ton głosu. Czyżbyś czytał w moich myślach?
- Nie… Nie!!! Ja śnie.. To był tylko sen.. Ciekawa postać… NIE!!! Ja nie żyję… ja chce umrzeć nie!!! Nie umieeeeeem…. – Zaczał się wydzierać.. Już nie byłam pewna czy on czyta w moich myślach czy co..
- On tak zawsze, nie przejmuj się. Ponoć dziewczyna go rzuciła. Z tego co opowiadał dawno temu, jak jeszcze nie był tak…. Szalony… Można wywnioskowac było, ze była piękna, i uzdolniona..
- Pięknaaaaaaa i mądra. Uzdolniona. Była anioleeeeeeem, umiała laaaaataaać. Pięęęęknieeee śpieeewałaaa… O tak: Nieeeee płaaaacz… lalalalala…. Mrrrhhmmmm…. – zawodził teraz smutno. A z jego oczu płynęły łzy.
- Dziwny z niego koleś, ale uwierz ze można przywyknąć. Dziwne czasem opowiada rzeczy. Czasem się go boję, ale ogółem to całkiem fajny koleś. A tak w ogóle to miło mi, jestem Erynia. Podałabym Ci rękę, ale niestety… - Zaśmiała się
- Shadow. – odpowiedziałam dziewczynie.
- Ty to na serio rozmowna jesteś. A on nazywa się Angelus- nastała cisza. Skądś mi się to imię kojarzyło, ale nie byłam pewna. Przyjrzałam się mu. Miał długie blond, nie czesane włosy, był zarośnięty. Chyba nikt go nie golił. Ale był zadbany, myli go na pewno. Miał piekne niebieskie oczy, które się odznaczały na jego twarzy. Ciekawiło mnie dlaczego zwariował? Co się takiego stało…
Usłyszałam nagle głos metalowych kółek jadących po korytarzu. W okienko spojrzała jakaś kobieta. Otworzyła drzwi.
- O Żarcie przyszło – dziewczyna uśmiechnęła się pogardliwie. Pielegniarka, spojrzała na nią z ironią.
- Samobójcy na końcu…- Powiedziała lodowatym głosem. W Sali było z 6 pacjentów. Każdemu dała jedzenie, rozwiązała im ręce. Pozwoliła zjeść. NA koncu kiedy przyszła kolej na Erynię i mnie, nacisnęła guzik. Do Sali wszedł wysoki o długich ciemnych włosach chłopak w białym fartuchu.
- Mike. Od dziś masz pod opieką tą samobójczynię z pociętymi nogami… - Powiedziała do chłopaka z wielką pogarda dla mnie.
- Dobrze Proszę Pani. – odpowiedział jej dźwięczny głos młodzieńca. Kiedy go ujrzałam myślałam, że wyrwę pasy i wyskoczę przez okno, wyglądał strasznie podobnie do Logana. Tylko był młodszy. Wziął talerz jakiejś zupy. Usiadł obok i próbował mnie karmić. Ja jednak nie chciałam.
- Otwórz buzię…- mówił do mnie spokojnie. Ja nie chciałam.
- Mike, jak ja nakarmisz to masz iść z nią do łazienki. – Taaaa, i co jeszcze, może ma wejść ze mną do środka?
- Wejdzie z nią do śroooodka…. – Zaś zaczął mówić Angelus. Zaśmiał się. Za to Mike, zarumienił się jak przystało na nieśmiałego młodzieńca.
- Angelusie, a co wolał ty byś z nią iść? To przecież morderczyni samej siebie. – Powiedziała okrutnie pielęgniarka. Już nakarmiła Erynię i wyszła. Chłopak jeszcze długo nademną siedział. W końcu pozwoliłam wmusić w siebie trochę jedzenia bo zrobiło mi się go żal. Ale nie umiałam na niego patrzeć.
- A teraz Cię odwiążę, ale nie uciekniesz mi, i nic głupiego nie zrobisz tak? – Mówił do mnie jak do dziecka…
- Wiesz, ja jestem normalna, wiec możesz mówić do mnie jak do normalnego człowieka. Ja chciałam tylko się zabić…- powiedziałam grobowym głosem.
- przepraszam, ale jestem za Ciebie odpowiedzialny. Muszę być ostrożny. – Powiedział lekko się rumieniąc.
- Dobra dobra, na razie nie zrobię sobie nic.- powiedziałam. Chłopak odpiął pas
- Chłoptasiu, ja bym na twoim miejscu była bardziej ostrożna. Widać że jesteś tu nowy, albo na praktykach.- po tych słowach chłopak trochę się wystraszył, spojrzał na mnie jakbym miała zaraz zaczać szaleć lub uciekać. Ale ja stałam.
- To jak przystojniaczku idziemy się zabawić? – powiedziałam a cała sala wybuchnęła śmiechem. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony. Ja uśmiechnęłam się lekko.
- Ej no idziemy do tej łazienki czy będziesz stał i patrzył na mnie jak to ciele?
Wzioł mnie za ramie i wyszliśmy. Miał mocny uścisk. Spojrzałam na jego twarz, na pewno nie był to nieśmiały chłopczyk. W Sali musiał grać. Wyglądał teraz na bardzo stanowczego stanowczego pewnego siebie chłopaka. Który bardzo dużo przeszedł w życiu. Zdziwiłam się.
- Uwazaj co przy mnie mówisz, bo możesz się grubo zdziwić.- Powiedział.
- Jesteś pod moja opieką, i masz się mnie słuchać. Nie znam się na żartach więc z ty też sobie uważaj. – powiedział to, a ja zaczęłam w przeciwieństwie do wcześniejszego odczucia, czuć do niego wielki respekt. On uśmiechnął się do mnie. Doszliśmy do łazienek. Pomyślałam tak w ogóle, ze i tak nie miałam szans jak mu uciec, bo jego uścisk był bardzo silny. Kiedy mnie puścił aż zdziwiłam się że można czuć się tak lekko.
- Tutaj masz się umyć i załatwić swoje potrzeby. Niestety nie mogę wyjść. – powiedział…
- To ja się nie myję.- powiedziałam nadal takim samym tonem, czyli głosem zza grobu.
- No dobrze, postaram się nie patrzeć – mówiąc to puścił do mnie oczko. No nie, co on sobie wyobraża.
Usiadł na krzesełku. Ja wziełam czysty ręcznik. Co miałam zrobić? Weszłam do przegródki prysznica, ściągnęłam koszulę. Zza ścianki Mike nie mógł mnie widzieć. Tym czasem on śmiał się. Po prostu się cieszył.
Wychyliłam się zza przegrody i spojrzałam wprost w … jego oczy wpatrzone we mnie!!!
- Chciałaś coś? – Zapytał rozbawiony. Czułam się dziwnie w jego obecności. Koleś wydawał mi się raczej dziwny… I Sadziłam ze on raczej powinien być pacjentem a nie pielęgniarzem.
- Ee… nie, nic…- Jakoś tak z przekory może, odwróciłam się do tej ściany plecami. Zaczęłam się myć. Zobaczyłam ze jest tylko szare mydło. Hm a ja mam na nie alergie..
- Ej Mike, masz może jakieś inne mydło a nie szare?
- Pacjenci myją się szarym – odpowiedział mi.. Nagle poczułam dotyk na plecach. Wystraszyłam się ale odwróciłam głowę. Za ścianki wychylał się nadal rozbawiony Mike.
- Ale tobie mogę dać miętowe mydełko o mlecznym składzie – zobaczyłam to o czym mówił na jego wyciągniętej w moją stornę ręce. Mike patrzył się na mnie swoimi orzechowymi oczyma.
- nie żebym narzekała, ale mógłbyś nie patrzeć na mnie jak głodny lew na łanie? I w ogóle nie patrzeć na moje ciało? – powiedziałam oburzona zabierając mydełko z jego ręki. Jednak on złapał je tak ze i zatrzymał moją dłoń w swojej.
- Ale masz ładne ciało… - Stałam odwrócona do niego tyłem ale on lekko ciągnał za moją rękę tak ze albo bym się odwróciła do niego przodem albo…
- łaaa – pośliznę się.. Poczułam tylko jak lece a potem wszystko potoczyło się jak się potoczyło. Mike złapał mnie. Trzymał mnie w swoim silnym uścisku. Bałam się go bardziej niż jakiegoś szaleńca… Sama nie wiedziałam czemu jeszcze nie krzyczę. Patrzyłam się w jego oczy i czułam się jak zahipnotyzowana… Chłopak podniósł mnie i postawił na nogach. Wyrwałam się w końcu z mydełkiem w ręce z jego obięć, ale wiedziałam, ze on po prostu mi pozwolił. Bo Mike w tym czasie odwrócił się i poszedł powrotem na swoje krzesełko. Moje sece biło jak oszalałe. Byłam wystraszona. Chwile postałam pod ciepłym strumieniem wody i w końcu zaczęłam się myć. Kiedy skończyłam wytarłam się i obwiązałam ręcznikiem. Wychodząc z prysznica spojrzałam w stronę Mike’a, Ciągle patrzył na mnie tak, jakby wczesniej zaglądał na murek. Zaczynałam się go bać. Oddałam mu mydełko. Stałam tak patrząc na niego…
- Może dostałaby jakąś koszulę nową? – zapytałam drżącym tym razem głosem..
- Ale w tym mi się bardziej podobasz…- powiedział… Zaczał do mnie podchodzić….

2006-05-03
Napisane Przez 17:38:38
skomentuj(19)


To nie może być prawda....
- Shadow, nie możesz uciekać… - Usłyszałam głos Hanka.. Odwróciłam się i spojrzałam mu w oczy… Sama nie wiem, co mi się stało… Ale się rozkleiłam.
- To jest za trudne…- Nie umiałam powiedzieć słowa. On mnie przytulił
- Shady, rozumiem. Wiem jak to źle, kiedy sama nie wiesz co robić, jak to zrozumieć… Wiem jak to jest czuć się upokorzonym. Rozumiem Cię doskonale. Jesteś mi jedną z bliskich osób. Ale wiem też, że jesteś bardzo silna, i jeśli tylko byś chciała to poradzisz z Tym sobie. Musisz tylko odkryć, co kryje się w Twym sercu, czego oczekujesz od życia… Musisz wiedzieć, co kochasz, kogo i dlaczego… I po co żyjesz. - Tak, to był prawdziwy przyjaciel. Sama nie wiem, czemu, ale poczułam się słabo… Wyłam jak potrzepana.. płakałam… Nogi się ugięły pode mną.. Nie, to niemożliwe… Poczułam tylko jak McCoy bierze mnie na ręce i ujrzałam ciemność….

- Hej kochanie. – Powiedział do mnie Michał. Pocałowałam go na przywitanie. Leżałam w łóżku. Nie pamiętałam co się stało, czemu jestem w szpitalu.
- Już Ci lepiej? Martwiliśmy się o Ciebie..
- A co się w ogóle stało? Nic nie pamiętam… - powiedziałam zgodnie z prawdą,
- Moniu, byłaś w szkole, były przygotowania do wielkiego szkolnego dnia, i pewien chłopak niechący zrzucił na Ciebie wiadro. Upadłaś, krew płynęła ci z rozwalonej głowy…… Spałaś przez półtorej tygodnia… - Dziwne było że czułam się inaczej… Zamknęłam oczy i dopiero doszły do mnie wspomnienia.. Zaczełam sobie przypominać dzień, o którym mówił mi Michał. Przypomniało mi się to..
- Ale przecież… Mieli być amerykanie.. i..
- I byli. Przyjechali na jeden dzień do szkoły a potem ruszyli dalej.
- Jak to? To znaczy… Oni… jak… - Czyżby mi się to wszystko śniło? Te wszystkie wydarzenia.. Przecież minęło tyle czasu… Jak.. Półtorej tygodnia snu? Niemożliwe.. Ja… Ja to wszystko śniłam? Nie, to nie może być prawda…
Musiałam naprawdę źle wyglądac bo Michał usiadł koło mnie i mnie przytulił.
- Skarbie, będzie dobrze. To tylko półtorej tygodnia. Będzie dobrze.- Pocałował mnie. Ale… Przecież ja kocham Logana. Przecież mam dziecko… Kiedy skończył mnie całować poprosiłam go o to abym mogła zostać sama..
- Przepraszam, ale chciałabym to wszystko sobie ułożyć.. – powiedziałam. Chłopak wyszedł z Sali… Rozpłakałam się… Czyli moi przyjaciele, rodzina.. To był tylko sen? Nie mogę uwierzyć.. Tyle z nimi przeszłam, tyle przeżyłam. Boże! Jessy, Kurt, Pietro, Wanda, Angela, Silver, Alexa, Shrive.. Cała moja rodzina… Moi przyjaciele, Rogue, Kitty, Storm, Jean, Scott, Hank… Oni wszyscy tylko mi się przyśnili? Reba, Hurri. Toxic, Archi, Tabby, Black, Moony.. Ja nie wierzę… Że wszyscy mutanci się tylko mi przyśnili… Nie zniosę!!! Przecież, Bóg, Ibis… Pyro, Gambit… Wszyscy byli tacy realni….
No i Logan. Przecież ja go kocham!!! NIE!!
Płakałam.. Coraz bardziej się dołując i poddając… Przecież to wszystko … tylko sen…. To było zbyt rzeczywiste.. Jak ja mam wrócić do normalnego życia tutaj? Jak mam się pogodzić z tym wszystkim? Oni byli tylko wymyśleni przez moją spaczoną wyobraźnię.. Oni nie istnieją… Ale dlaczego? Boże jak to boli. Nie chce żyć, skoro ich nie ma. Nie chce żyć, bo nie mam po co…. Co z tego ze mam tu rodzinę, przyjaciół… chłopaka… Kiedy tak naprawdę kocham x-menów, mutantów. Kocham Beyville… Nie chce żyć…. Nie mam już po co….

Wstałam z łózka. Wyszłam szybko z Sali tak aby nikt mnie nie zatrzymał. Poszłam do łazienki. Nikogo w niej nie było… Rozbiłam okno, wziełam ostry kawałek szkła…
- Cóż mi pozostało?- zapytałam na głos patrząc na swoje ręce, i na ostre narzędzie wiszące w dłoni nad przegubem…
nie chce żyć tutaj, kiedy nie ma ich… Nie chce… Chce to skończyć, skoro ich nie ma…

Przed oczami jeszcze przebiegały mi obrazy i wspomnienia mutantów… Widok szarego światła był mętny, miałam tylko łzy w oczach… koniec?

2006-04-30
Napisane Przez 15:31:29
skomentuj(14)


Co nie co w domu i spotkanie pierwszego stopnia ....
- hehe… - zaczerwieniłam się… No toż, to fakt przecież.. W ręczniku byłam.. I cóż mam im odpowiedzieć?
- A no… E.. ktoś przeszkodził mi w kąpieli.. i tak jakoś… E….- plątałam się w słowach bo powiedzieć co nie miałam. Nie chciałam wydać Szablozebęgo bo jednak już trochę go znałam i wiedziałam jaki jest. W pokoju w karty grali, Gambit, Johnny i Collossus. Dziwnie się czułam paradując w samym ręczniku przed nimi… Ale byłam tak zszokowana że tutaj mnie wyrzuciło…
- A może zagrasz z nami w pokera..- Zapytał Pyro uśmiechając się..
-… Rozbieranego- dokończył Gambit. Wyszczerzył zęby w ogromnym uśmiechu.
- HA HA… i co niby mam rozebrać, ręcznik? Chcielibyście! – Pokazałam im język.
- A tak na serio, kto Ci wszedł ze aż użyłaś przemieszczacza- kocham ich nazwy… Pyro patrzył wyczekująco… JA pochyliłam głowe. Collossus się odezwał:
- To Szablozęby, prawda Shady, wiem to……. – jego cichy i spokojny głos, zabolał mnie bardziej niż gdyby ktoś mi nawrzeszczał do ucha przez megafon.
- Wiedziałem – powiedział Piotr i wstał zdenerwowany przewracając stolik. Chciał iść do Victora
- NIE! Nie idź.. proszę… - powiedziałam szybko wstając. Położyłam rękę na jego torsie, żeby nie szedł. I zrobiłam coś czego nigdy w życiu bym nie zrobiła. Rozpłakałam się. Piotr chyba zmiekł bo mnie przytulił i zaczął głaskać po głowie. Sytuacja wyglądała dość poważnie. Gambit i Pyro wstali z krzeseł.
- To co możemy zrobić? Shady, on nie tylko Ciebie..
- Ja wiem, ale… Ale… ale ze mną to jest inaczej…. Nie wtrącajcie się lepiej..- powiedziałam odsuwając się od Collossa. Wyszłam z pokoju, toż to kompromitacja płakać przy facetach. Oni zostali w pokoju tyczeć bez słowa… Masakra… Poszłam do Siebie, na moje szczęcie nie było go tam. Wzięłam bransoletkę, ubrałam i od razu powstał mój strój. Kiedy byłam już ubrana i wyszykowana, poszłam do Mojej córeczki… W końcu ją mogłam przytulić. Ucałować. Zdziwiłam się troche, bo znowu była większa. Silver bawiła się z nią.
- Witaj Violet.
- Shady… To niesamowite jak ona szybko rośnie.. – Powiedziała uśmiechnięta Silver Fon.
- Heh, sama tego nie rozumiem. Ale skoro tak musi już teraz zaczynać treningi…
- Ja się chętnie tym zajmę! – Powiedziała Star wchodząc do pokoju.
- Powierzysz mi swoją córkę w opiekę? – zapytała po chwili…
- No, myślałam o tym abyście wy z Alexą się nią zajęły. Ale oczywiście i doświadczony Gambit powinien zająć się opieką nad nią. – Byłam zadowolona. Mimo wszystko, mimo ze jestem jej matką bałam się opiekować Shrive. Widziałam że dziewczynka coraz bardziej zamykała się w sobie.
- Wybaczcie mi ale mam sprawę do załatwienia. – powiedziałam po czym wyszłam. Poszłam do garażu. Mój motor stał naprawiony, mam rozumieć że się nim zajeli.. hehe.. To dobrze. Otworzyłam drzwi i miałam zamiar już wyjeżdżać kiedy drogę zastąpił mi Wilk..
- No dobra choć ze mną.. – powiedziałam wiedząc o co mu chodzi. Ruszyłam w drogę… myślałam wiele.. Ale wiedziałam ze musze wrócić do instytutu.

Kiedy w końcu znalazłam się przed budynkiem stanęłam na dłuższy moment. A jak zobacze Logana? To co mam zrobić? O bosz.. Zrobiłam głęboki wdech… No i co? Weszłam sobie jak gdyby nigdy nic.
Mutanci dziwnie na mnie patrzyli. A ja szłam przed siebie. Poszłam do Gabinetu Xaviera.. o nie o nie…
- Witaj Shadow.. Miło że przyszłaś.. – Powiedział z nutką ironi w głosie.
- Mi również miło Cię spotkać. Przyszłam ogółem na troche czasu… Mogę prawda?
- No tak, zawsze jesteś Tu mile widziana.- hm ciekawe tylko dlaczego wydawał mi się taki dziwnie nieprawdziwy w tym co mówił?
- Słuchaj.. Zrozum… Dla mnie to szok. Nie chce go widzieć, nie umiem bo to boli, za dużo razy już cierpiałam przez niego. On może tego nie pamieta, za to ja to pamiętam kilka razy bardziej… - sama nie wiem czemu ale zrobiło mi się smutno.
- Dobrze Shady. Ale czemu do nich?- czyżby żal?
- Ponieważ mimo wszystko to moja rodzina… Tam są moje córki, mój ojciec i matka… Rodzeństwo.. Po prostu… A teraz wybacz… - powiedziałam i wyszłam.

- Czesc BLUE!!! – powiedziałam do siostry. Ta na mój widok uśmiechnęła się po czym rzuciła mi się na szyję.
- SHADY! Wróciłaś??- Zapytała z nadzieją.. Ja jednak spoważniałam.
- Ja was odwiedzam po prostu.. – Powiedziałam trochę smutno.
- Ale nie martwcie się, będę tutaj często wpadała. – po czym znowu się do niej uśmiechnęłam.
- NO dobrze, a co tam słychać? Co porabiasz, jak tam siostrzenica moja? – Zaczełam Jej mówić o tym jak się wszyscy rzucili na małą. To znaczy w pozytywnym znaczeniu. Kiedy porozmawiałyśmy poszłam do kuchni. Tam spotkałam kilka nowych postaci.
- Hej Jestem Shadow… - Przedstawiłam się. Dziewczyny patrzyły na mnie zaciekawione..
- Ta Shadow?- Zapytała dziewczyna z białą grzywką i czarnymi włosami.
- A która.. hehe, no tak to ja.
- Ja jestem Elastyna miło mi. – Po czym podała mi rękę. Po kolei przedstawiły mi się. Fajne dziewczyny. Nie zastanawiałam się nad nimi. Byłam skołowana… Poszłam do Salonu. Zobaczyłam tam dziewczynę, która dziwnie kogoś mi przypominała.
- Czesc Jestem Lady Deathstricke.. – Uderzyła mnie ta nazwa.. przecież. JA się tak kiedyś nazywałam… Czyżby to.. nie wiem…
-Hej a ja Shadow… Miło mi.- Powiedziałam siląc się na uśmiech. Pogadałyśmy sobie i wyszło na to ze bardzo się polubiłyśmy mimo tak krótkiej znajomości…

Nastał już późny wieczór idąc do swojego pokoju ( nie tego z Loganem) Wpadłam na jakaś dziewczynę, która budziła we mnie niepokój..
- Czemu wydajesz mi się taką podejrzaną osobką?- Zapytałam…
- Może dlatego że Ciebie nie znam i też wydajesz mi się podjeżana.. – Odpowiedziała podobnym tonem co ja…
- Ja jestem Lady Shadow Flame…
- heh… A ja Walkiria… - odpowiedziała ironicznie
- dłużej nazwy nie dało się posiadać? – zapytała dobitnie
- Chcesz poznać całe moje imię… - Sama również nastawiłam się podobnie co dziewczyna.
- Nie dzięki, możesz sobie darować. – Uśmiechnęłam się, lubiłam ludzi którzy sobie umieją poradzić.
- Podobasz mi się, jesteś pewna siebie i umiesz sobie radzić. Jaką masz moc?
- Hm… moja moc to moja sprawa, ja się nie wtrącam w Twoje życie. – PO chwili poważanego milczenia, również się uśmiechnęła i podała mi rękę.
- Zoe…
- Shadow.
- A Teraz wybacz ale śpieszę się… Muszę wpaść do Mc Coya… - No i poszła… Ja zostałam sama. Weszłam do pokoju… To był pokuj mój i Jessy, pamiętam jak zaczynały się nasze przygody… Jakoś od początku się nie polubiłyśmy… Dopiero potem nas drgnęło… Teraz.. Teraz boję się spotkania z nią… Niestety…
Poszłam do kuchni. Zrobiłam to co zawsze. Otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam piwo. Usiadłam również gdzie zawsze, a mianowicie na parapecie okna…

Prawie spadłam kiedy poczułam zapach… Logana.. Wszedł do kuchni, na początku chyba mnie nie widząc, po czym zdezoriętowany usiadł przy stole..
- Shadow… Co ty Tu….- usłyszałam jego głos.. Moje serce łomotało.. Zrobiłam łyk piwa, które utknęło mi w gardle i zakrztusiłam się. .. Spojrzałam na niego. Boże, to nie może być prawda… Ja nie wytrzymam…
- Siedze, nie widać? – Starałam się mówić oschle i tak aby głos mi nie drżał… Ale zbyt słabo mi to wychodziło…
- Aha..- Burknął. Wstał, wyciągnał puszkę z lodówki i wrócił na swoje miejsce. Siedzieliśmy tak w ciszy…
- Ja też nie jestem z Tego powodu szczęsliwy… - powiedział po długiej niezręcznej ciszy..
- Taaaa… i Co jeszcze? Powiedz jeszcze, że nie chciałeś się pieprzyć z moją matką, czy inną babą z którą to zrobiłeś…- mój głos pełen był goryczy.. Czułam, że albo się rozpłaczę, albo go zabiję…
- Jestem Facetem…. Czasem tego potrzebuje.. – był spokojny, opanowany..
- Czasem nie panuję nad sobą, kiedy Ciebie nie ma obok…- To, co powiedział zabolało. Nie wytrzymałam. Moje myśli były totalnie w chaosie, nie wiedziałam, co sądzić. Bolało mnie to ze nie poczekał, wracały wspomnienia, wszystko zbierało się w kupę.. I na szczęście do Kuchni weszła Rogue z Kitty.
- Eee.. Sory, że przeszkadzamy, ale ten, nie wiedziałyśmy..- Zaczęła się tłumaczyć Kitty, ale jej przerwałam.
- Nie szkodzi, ja i tak już wracam do siebie – powiedziałam to dość twardo… Rogue spojrzała na mnie i powiedziała:
- Shady? Nie możesz jeszcze zostać? Zostań, pooglądaj z nami dziś filmy.. Tak dawno Cię nie widzieliśmy..
- Ruda, nie mogę, Dziecko na mnie czeka… - Patrzyłam Ciągle na Logana. On jak gdyby nigdy nic pił piwo. Ja dopiłam swoje rzuciłam puszką celnie do kosza i wyszłam. Nagle poczułam wyrwanie z zamyślenia… Odwróciłam się by zobaczyć kto mnie zatrzymał…

2006-03-21
Napisane Przez 18:27:54
skomentuj(23)


Acotyles, znowu początki....
Lady Flame była nieprzytomna. Na początku myśleli wszyscy ze To niemożliwe, ze Shadow na to pozwoliła. I mieli rację. Victor tak jakby się obudził warknął groźnie. Wziął Shadow na ręce i zaniósł do Pokoju. Bali się o nią, Ale Silver zatrzymała ich ruchem ręki.
- Nie martwcie się, nic jej nie zrobi- powiedziała w duchu dodała -<< mam taką nadzieję>>
Victor położył Shady na łóżku. Usiadł obok. Zakył twarz w dłoniach.
- Źle zrobiłaś wracając tutaj… Bardzo źle..- Szeptał. Wiedział że go słyszy. Może nie będzie pamiętała…
- Wiesz, że Twoja obecność nie wpływa na mnie dobrze. Wszyscy widzieli co było, ale może być gorzej. Ja pier*ole!!! – Wstał szybko i wyszedł.

Rankiem Wstałam i wyszłam do ogrodu. Stałam i patrzyłam w dal. Dziwne to wszystko. Życie jest dziwne. Nie pamiętam ze wczoraj prawie nic. Co nie co tylko. A na dodatek niewyraźnie. Poczułam czyjąś obecność. Serapis!!! Rycerz. Skąd… Ibis miał w sobie istotę wyższą…
- Witaj Lady – słyszałam jego głośny puls.. Jak zawsze krew w żyłach była dla mnie słyszalna. Brzmiało to jak najlepsza muzyka dla moich uszu.
- Witaj, Serapisie – Odwróciłam się w jego stronę. Miałam przed sobą chłopaka… Przystojnego młodzieńca z długimi włosami. Brawę tychże włosów miał nieokreśloną. Były w każdym razie ciemne. Ale kiedy słońce rzuciło swe promienie na jego głowę wydawały się jakby zmieniły kolor na jasne. Był naprawdę bardzo przystojny. I jakże to słodkie, kiedy tak nieśmiało, ale łapczywie mi się przyglądał.
- Czemu tak do mnie powiedziałaś?
- A czyż to nie Twe imię jest? – Często odpowiadałam pytaniem na pytanie.
- Tak imię to należy do mnie. Ale nikt nie wie, że pomogłaś mi się dobudzić... – W jego głosie słyszałam dezorientację.
-JA wiem prawie wszystko Serapisie... – Przeciez czytam w myślach…Widząc jego twarz domyśliłam się ze w końcu wpadł na to.
- I Wiem że Ktoś popełnił błąd... Że się tu znalazłeś. Ale jesteś. Damy radę.- Uśmiechnęłam się do niego, przymrużając lekko oczy.
- Tak, to prawda. Sam jestem zagubiony, dziwnie się czuję, więc wybaczysz mi Lady, ale pujdę na spoczynek...- Powiedział do mnie po czym się ukłonił. Zabawnie to wyglądało. Zachichotałam, uśmiechnęłam się do niego na pożegnanie i poszłam w strone budynku. Poszłam w stronę swojego pokoju. Chciałam się przebrać. Najpierw wpakowałam się pod prysznic. Długo stałam pod strumieniem wody. Zaczęłam śpiewać. Nie umiem zbytnio, ale lubię. Wziełam ręcznik i obwinęłam się. Wyszłam i zobaczyłam przyglądającego mi się, opartego o framugę drzwi..
- Victor??? Co ty tu ..
- Spokojnie. Słuchałem sobie jak śpiewasz… - Uśmiechnął się ukazując swoje kły.
- Nie zapraszałam Cię – byłam dla niego bardzo chłodna.
- Nie musisz. Mogę wchodzić gdzie mi się tylko podoba.- Odpowiedział z sarkazmem sarkazmem głosie. Denerwowało mnie to jak on na mnie spoglądał. Wiedziałam jedno. Że taka bliskość nie jest mi wskazana.
- Czego ty zaś ode mnie chcesz? Mogę się dowiedzieć?- Zapytałam, znając odpowiedź.
On ruszył się. Już nie opierał się o framugę. Ręce wyprostował.
- Hm Pytasz, czego chcę, A może zapytasz czego Ty chcesz?- jego głos brzmiał jak taki pomruk przed atakiem.
- Ja chce żebyś dał mi święty spokój. Najlepiej żebyś nie wchodził mi w drogę.- Mój ton głosu mówił, że zaczynam się denerwować.
- Raczej to nie możliwe, masz jeszcze dwie szase innych wyborów, po czym ja wprowadzam swój.. – Jego uśmiech mógłby rozświetlić całe laboratorium w instytucie.
- WY- PIE-RDZIE-LAJ stąd.. – powiedziałam ironicznie z uśmiechem na twarzy.
- Kolejna niewykonalna sprawa, masz ostatnią szansę. – Wymruczał. Nie no tego za wiele. Całe drzwi zatamowal swoim ciałem, nie miałam jak wyjść. No i kurde będzie problem. Zrobiłam to co uważałam za słuszne. Zawołałam kogoś o pomoc w myślach. Niech się tylko pośpieszy… trzeba grać na zwłokę. Sama nie wiedziałam co powiedzieć..
- Victor, proszę, nie graj sobie ze mną w takie sprawy. Mnie to nie bawi. Wiesz że nie masz sznas ze mną- Mówiłam to pewnie, ale wiedziałam że nie ma racji. Szablozęby to jeden z niewielu naprawdę silnych mutantów. Mało kto może go pokonać.
- Shady, sama wiesz że to co mówisz nie jest prawdą. Ze mną szanse mają naprawdę nieliczni, chyba że czasem pozwalam się im wykazać. – Mówił to dumnie. A nadal nikt nie przychodził mi z pomocą. Z każdą chwilą się zbliżał do mnie coraz bardziej działało to na mój system obronny.
- Victorze, jesteś przecież moim ojcem!!!!!!! – powiedziałam już prawie w desperacji.
- I tutaj nie wiesz nawet jak bardzo się mylisz. Ja z Tobą nie mam nawet takiego powiązania jak Ty z Silver. Dużo mniejsze. Można powiedzieć że prawie w ogóle ono nie istnieje..- To co aktualnie słyszałam wydawało mi się straszne. Tym bardziej że to oznaczało..
- NIE!! Kłamiesz! – nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czułam się zamotana. Cała wiedza nagle runęła jak domek z kart. Chyba tego oczekiwał Viki, bo rzucił się na mnie. Niestety trafił na puste miejsce. Mój system obronny otworzył kontinuum mobiusa i przeniosło mnie do pokoju…
- Eee… Shadow co Ty tu robisz, i to jeszcze w … eee ręczniku??

2006-02-20
Napisane Przez 21:25:39
skomentuj(25)


Walka z Hydrą, powrót i Potwory
Chwilę potem coś zablokowało mi drogę, jednak jadąc dość szybko nie zdążyłam zahamować i nie zauważyłam, co to. Motor przekoziołkował z nami w powietrzu. Starałam się mocą utrzymać nas tak byśmy wylądowały na kołach. Udało się. Szybko odpięłam siedzonko razem z małą i przyczepiłam na Boga.
- Biegnij do domu z małą! Ja sprawdzę, co to było i też zaraz wrócę! Biegnij! – Wilk posłuchał się. Wróciłam na miejsce gdzie z czymś się zderzyłam, ale nie było tego. Nagle okrążyli mnie jacyś dziwni ludzie w ciemnych ubraniach z zakrytymi twarzami. Zaatakowali mnie.. Starałam się unikać ich uderzeń, ale nie było mi to dane. Wysunęłam szpony.. No i zaczęło się. Walka rozpętała się. Mimo że było ich wielu jak na razie dobrze sobie radziłam. Byłam poharatana, Ale jeszcze umiałam się poruszać. W końcu dowiedziałam się czym są! Hydra! Tylko czego chcą ode mnie? Dlaczego ja? Coś było nie tak.. Moje moce regeneracji omawiały mi posłuszeństwa.. Traciłam coraz więcej krwi…

Tymczasem w siedzibie Aco…
- te coś tam na zewnątrz się dzieje. Wyjżyj tam.. – Znudzony Pyro siedział przed telewizorem i wcinał frytki.
- Nieeee… nie chce mi się. – Powiedział Gambit. Wszyscy słyszeli rumor koło drzwi.
- Wrrrrrrrrrr- Groźnie zawarczał Szablozęby, po czym się podniósł. Podszedł i wyjrzał przez oczko. Nic nie zobaczył i chciał odejść od drzwi, ale usłyszał groźne warczenie.. Otworzył drzwi, a jego oczom ukazał się dziwny widok. Bóg wiekrzy o wiele, z małym dzieckiem w siedzonku, na plecach. Zaraz zareagował. Wilk wbiegł do pomieszczenia. Victor natychmiast udał się do magnusa. Star, Violet i Alexa zeszły na dół ruszone zamieszaniem. Silver natychmiast poznała córkę Shadow i Boga.
- Co oni tu robią u diaska? – Zapytała nieźle ruszona. Alexa podeszła do małej. Przyłożyła dłoń do jej czoła chcąc odczytać myśli, ale nie umiała. Trzymało ją coś, co mogła nazwać mgłą. Wiedziała, że to córka Shadow i tego się spodziewała. Ale miała inny wybór. WILK!! Skupiła się… Kiedyś mama uczyła ją i próbowała przekazać umiejętności rozmowy ze zwierzętami. Używała do tego bardzo dużo mocy. Ale w końcu udało jej się zobaczyć, co się wydarzyło..
- Shadow… jeśli jej nie pomożemy ona umrze… Hydra ja dorwała… I.. jest źle.. – powiedziała wystraszona. Star popatrzyła na nią…
- Ale przeciez Shady jest prawie nieśmiertelna.
- No właśnie dobrze powiedziałaś… PRAWIE. – Nastała Cisza. Szablozęby który słyszał rozmowę zapytał:
- Gdzie ona jest? – Wszyscy się zdziwili…
- Gdzieś.. Dokładnie nie wiem, wiem ze to jest wielki las… Wilk może nas zaprowadzić. – Powiedziała Alexa.
- To Szybko!!! Ona umiera musimy jej pomóc!- Zaangażował się Creed. Wszyscy byli w szoku. Ale nie powinni się dziwić. Przecież on mimo wszystko, mimo siebie, w swój własny indywidualny sposób ją kochał.
Wszyscy wyruszyli. W siedzibie został Magneto, Mistique, Piotr i Meg żeby zająć się małą. Ibis pobiegł pierwszy. Mimo że wiedział, że to może mieć konsekwencje, Ale chciał i czuł, że musi uratować Panią ognia i cienia.

Znaleźli ją…

Ledwo żywa, i nie umiejąca się bronić… Wielka pani cienia i płomieni została pokonana przez zwykłych, a może i nie zwykłych ludzi i truciznę… Coś w ich broni było, że nie pozwalało goić się ranom.

Alexa Aleja Violet były wściekłe. Nie mniej Nemezis który rzucił się na jakiegoś kolesia, natychmiast dokonując na nim wyroku śmierci. Najgorzej jednak chyba było z Szablozębym. Jak zobaczył lady Flame całą we krwi, nie potrafiącą wstać z ziemi, i nie zdolną do obrony, cos w nim drgnęło. Obudziła się największa bestia, jak nigdy. Walka była nierówna. I z jednej strony i drugiej. Ci mieli truciznę, która źle wpływała na organizm mutanta, zaś jednak Acotylesi mieli przewagę gdyż wściekła rodzinka i przyjaciele nie umieli darować. Ibis po raz kolejny obudził w sobie Demona. Chociaż nie był on już tak silny jak kiedyś to był groźny. Rozszarpywał brutalnie członków Hydry, przyjmując ich wiedzę, i ich myśli oraz wspomnienia… Szablozęby był bezlitosny. Alexa jako wampir nie panowała nad mocami, uwolniła potwora. Ale mimo wszystko nie atakowała swoich. Tylko tych którzy byli zagrożeniem. Za to Violet jako że wolała pomóc mamie, zabrała się za odciąganie jej z pola walki. Patrzyła jak Pyro, wściekły szalał ogniem. Śmiał się i krzyczał coś niezrozumiale. Gambit atakował zawodowo kartami. Żadna nie chybiała. Wygrali!
Szablozęby podszedł szybkim krokiem i zdecydowanie, ale dość delikatnie wziął córkę na ręce. Acotylesi polecieli do bazy. Tam natychmiast zaniósł ja do Ericka.. Raven widząc córkę w takim stanie rozgniewała się… Magnus natychmiast przygotował salę. Tam musiał zrobić genetyczną mieszankę jaką miała dostać shadow. Wiedział jednak że musi też zrobić jej pewną krzywdę. Wszyscy zostawili szalonego doktorka i pacjentkę. Czekali niecierpliwie na wynik masakry genetycznej jakiej dokonywał Lensherr na swojej córce. Niestety było to konieczne…

Po długim, kilkogodzinnym czekaniu w końcu doczekali się wiadomości że jest dobrze, a stan się ustabilizował…
- Czyli nasza córka wróciła… - powiedziała zadowolona Mistique.
- Mamy inny problem.. – powiedział zawieszony Pyro..
- Dłużej nie wytrzymam pilnując potworków – powiedziała Silver widocznie zmeczona.
- O co chodzi… - Zaptał zaskoczony Magneto.
- O to że, aby mnie ratować, Kilka osób obudziło swoje najgorsze koszmary..- Powiedziałam opierając się o framugi, gdyż byłam słaba po Sadyzmie…
- Shadow!!! Musisz leżeć, jesteś zbyt słaba…- natychmiast zaczął się lament bliskich mi osób…
- Nie mogę, wiecie ze jestem zdolna chyba jako jedyna powstrzymać bestie jakie obudziły mi bliskie osoby żeby mi pomóc. Violet, wiesz ze sama mimo ze być chciała nie będziesz jeszcze zdolna pomóc i to tym bardziej dwojga mutantom! – Wyszeptałam energicznie. Podbiegł mój wilk. Opadłam na niego. Zabrał mnie do pomieszczeń gdzie siłą woli starała się utrzymać ich Lady Fon. Stanęłam na nogach. Utrzymałam się, chociaż trzęsło mną. Rozłożyłam ręce. Zaczęłam wypowiadać zaklęcia. Wiedziałam, jednak ze nie dam rady…
- Silver! Wszyscy !! Pomóżcie mi… Bo nie poradzę sobie!!- Wykrzyczałam. Silver złapała za rękę Pyro. Ten wziął Star, ona Gambita. Każdy podał sobie dłonie. Na końcu Szablozęby, podszedł do Shadow, mimo że sprzeciwiała się. Wzbudził w niej tym taki strach ze moc używana zaczęła płonąć. Wszystko naokoło niej i Victora zaczęło się palić. Pyro powstrzymywał płomienie przed spaleniem kręgu, który powstał naokoło Shadow. Victor Przytulił Shadow. Dotykając jej Ciała wywołał jeszcze większy huk ognia. Wszyscy słyszeli krzyki i wrzaski w pokojach. Wiedzieli, ze to Shadow zamyka bestie w Alexie i Ibisie. Shadow płakała.. Znowu te same uczucia. Z jednej strony nienawiść strach i ból, z drugiej zaś miłość bliżej nie określona do Creeda, Czułość i dobro… jak się wszystko zaczęło tak się skończyło. Ogień zgasł. Wszyscy poczuli wielki spadek mocy. Dwa potwory przestały szaleć w pokojach. A Shadow nadal trwała w ramionach Szablozębego, i co wszystkich zdziwiło, ten całował ją…

2006-02-10
Napisane Przez 22:32:44
skomentuj(18)


Impreza przed sylwestorwa, wspomnienia i ......
Co do czego to jedna z najdłuższych moich notek mam nadzieje, że nie jest taka nudna na jaką mi wygląda. Co do czego to z boku dałam w końcu zdjęcie Boga (wilka) i mnie. Widać teraz jakiej wielkości jest mój psiak:) Byłoby mi miło gdybyście powiedzieli jak wam sie podoba;) A teraz zapraszam do notki która może jest troche dziwna ale była pisana przez tydzień, kiedy to miałam przeróżne humorki i taka jest też ta nota:) Zapraszam:)
....................................

Moja mama stała jak wryta… Nie wiedziała, co powiedzieć. Chciałam to jakoś załagodzić tylko nie wiedziałam jak. W końcu powiedziałam:
- Może zrobię herbatki, a ty usiądziesz sobie w pokoju i zapoznasz się ze swoją wnusią i porozmawiasz z Zięciem…- zaakcentowałam ostatnie słowo dość wyraźnie. O dziwo Logan się zaczerwienił… Myślałam, że wybuchnę śmiechem, ale opanowałam się. Usadziłam ich w dużym pokoju. Wiedziałam, ze moja mum jeszcze jest w szoku i że nie umie się nadziwić. Logan był zestresowany jakby nie wiem, co. Tylko Shrive była zadowolona z tego, że może pomęczyć swoją babcię
Poszłam do kuchni.. Słyszałam jak wciąż zażenowany Logan stara się zagadać o czymś do mojej mamy. Ona mu odpowiadała półsłówkami. Ja zrobiłam herbatki i kawy i zaniosłam. Jak ja przyszłam to się trochę rozluźniło. Mama się uspokoiła.. Stwierdziłam ze teraz czas na to żeby jej powiedzieć ze Jestem mutantem i wszystko opowiedzieć….
- A wiec mamo…. Chyba musze Cię o czymś poinformować… Jak zdążyłaś zauważyć nie wyglądam tak jak przed zniknięciem. Potem jak pamiętasz doszły Cię wieści ze jestem w szkole dla uzdolnionych i pewnie zastanawiałaś się też, dlaczego właśnie ja?
Tak naprawdę jestem w szkole dla nadludzi tak zwanych mutantów.:) Ja sama tez nim jestem. Potrafię robić różne rzeczy… Ogółem dowiedziałam się, co nie, co o mojej przeszłości. Zdążyłam już umrzeć, i się odrodzić w nowym moim właściwym ciele. BO tak naprawdę to kiedyś niechcący wydostałam się z Ciała i przeniosłam swoją świadomość Do Ciała Twojej córki, ale nadal byłam córką Mutantów, którzy Żyją w bayville. Ogółem mam trochę dziwnych mocy, co dziwne jedne się pojawiają inne znikają.. I wiesz mamo…- tutaj opowiedziałam jej historię oczywiście skróconą wszystkiego, wszystkiego tego jak to jest z Loganem, mam słuchała bardzo zaciekawiona.
- Teraz rozumiem wszystko… - Powiedziała na koniec. Za to ją kocham, że rozumie i nie boi się.
- Dobrze, że przyjechałaś i dziękuję, że poznałaś mnie z Shrive i z.. Ee.. Panem Loganem.- Jak mama to powiedziała to zachichotałam, to brzmiało tak śmiesznie. Logan oburzył się. Znowu:)
- Shadow sądzę, że jednak powinnyśmy iść do młodych, bo naprawdę oni z tymi mocami..
- Ciii- tu przyłożyłam palec do jego ust – Zaufaj mi… Wiem, co robię, będą się na mnie może gniewać, ale trudno…. – Powiedziałam to i uśmiechnęłam się tajemniczo… Zaczęliśmy dalej rozmawiać a atmosfera rozluźniała się…

Tymczasem mutanci zostawieni sami na początku się nudzili. Jedni poszli pozwiedzać dom inni połazić po osiedlu. W końcu jednak wszyscy wrócili do domku…
- Nudno jest.. Co mamy robić? – Zapytała Fay
- Może zagrajmy w coś? – Kurt jak zawsze zaproponował coś dziwnego, przez co Wszyscy spojrzeli na niego jak na głupka…
- No, co.? – Zapytał zdziwiony..
- Ja mam lepszy pomysł.. – Powiedziała Elektra.
- Może zrobimy rozróbę na osiedlu, trochę rozkręcimy towarzycho przed sylwestrem? – Wszyscy uśmiechnęli się, ale w tym momencie do pokoju weszła Blue:
- Ej ludzie, coś się dzieje z moimi mocami..
-, Co?- Zapytała, Jean..
- No właśnie nie wiem. Nie działają…. – Po chwili inni też zaczęli sprawdzać, i jak się okazało nikt nie miał mocy..
- Ejjj, co jest? – Moony zaczynała się wkurzać.
- Nie wiem i nie mam pojęcia, jedyna osoba, która byłaby zdolna do tego to… Shadow…..- Powiedziała Fenix.
- Nie no, Czy ona nas zablokowała? I Niby tak nam ufa taaaa…. – Powiedziała Zła Rogue.
- Hm A może z jednej strony to dobrze, że tak zrobiła- Zamyśliła się Tabby Girl..
- A ja sadze, że ona po prostu jest wredna!!! JA chce moje moce!- Denerwowała się Car.
- bez nich czuję się jak bez bielizny.- Kiedy to powiedziała faceci spojrzeli na nią z uśmiechem. Alex dostał w łeb od Blue. Jedyny, który chyba cieszył się z powodu braku Mocy był Scott..
- Mogę ściągnąć okulary!!!!!!!! Mogę widzieć normalnie!!! – Cieszył się jak małe dziecko. Ściągnął okulary i ostrożnie otworzył oczy. Jean tez zaczęła się cieszyć..
- Tyle razy chciałam spojrzeć Ci w oczy.. – Rzuciła się na niego i zaczęli się całować..
- Fuuuuuuuuuuuuuuuujjjjjjjj……… - Rogue była bezpośrednia…
- Ja idę Do Shadow!! – Powiedziała Blue. W końcu wyszła z domu… skierowała się do bloku, do którego poszli Logan Shadow i Shrive.


- No mamo sądzę, że jednak nie będziemy tu za długo.. Musimy wracać do naszych podopiecznych, bo mnie Logan zaraz niechcący lub chcący poszatkuje tymi szponami… - powiedziałam żartobliwie. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć.
- Blue? Co Ty tu robisz? Przecież macie czas wolny..- Powiedziałam.
- Wiem, ale możesz mi powiedzieć, co ma oznaczać brak mocy? – No to się wydało.. Hehe. Logan spojrzał na mnie i się uśmiechnął..
- Eee.. Czy wy zawsze musicie używać mocy? Przecież Xawery uczy was, że mocy używa się wtedy, kiedy jest to potrzebne i ważne.. Ale kto by go tam słuchał – powiedziałam. Blue weszła za moim zaproszeniem do środka. Przywitała się ładnie z moją mamą. Powiedziałam mamie, kim jest Blue. Że to moja siostra i w ogóle poopowiadałam mamie o rodzeństwie.
- Wie pani ze Shadow była do pani podobna zanim się zmieniła?- Zapytała z uśmiechem Blue. Moja mama też się uśmiechnęła.
- Wiem w końcu jestem jej mamą. – Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Mamo j tu jestem tylko do sylwestra… Wiec wiesz… nie długo. Wynajęłam domek naprzeciw naszego bloku wiec mamy gdzie mieszkać. Myślałam na początku, że pomieszkam z Loganem u Ciebie, ale nie chce się zwalać Ci na głowę.- Powiedziałam do mamy. Ona uśmiechnęła się tylko.
- A zaraz mamuś idę Do babci…
- Tylko wiesz, co może ja lepiej ją poinformuje, co? Bo wiesz ona jest już starsza i może nie wytrzymać takiej informacji. – Mama zadzwoniła. Babcia była bardzo zadowolona. Kiedy ją odwiedziliśmy Znowu zachwalała jak wszystko, moją urodę, Logana, który buraczył się jak nie wiem, co. Blue ze jest mimo wszystko do mnie podobna, chociaż ja nie widzę żadnego prawie podobieństwa, no i swoją Prawnuczkę, Shrive. Ta to miała najlepiej. Moja babcia zawsze kochała dzieci… W końcu nastał wieczór, Logan miał już dość. Tak samo Shrive i ja. Blue powiedziała, że jak wrócimy to pewnie zastaniemy wkurzonych mutantów.
Co dziwne, doszliśmy do domu, patrzę, stoi cały. Czyli nie zabili mi domu. Wchodzę do środka a tam impreza.. No i widzę poradzili sobie,. Blue stanęła wkurzona.
- Tak beze mnie imprezujecie? Nieładnie… - I zaczęła się śmiać. Ogółem stwierdziłam ze warto się pobawić. Dawaliśmy równo. Ogółem większość młodych popiła… Logan chciał ich pozabijać, ale powstrzymywałam go. Rano wszyscy budzili się na kacu. Najgorsze ze Impreza dopiero przed nami. Sylwester. Sama czułam się kiepsko, Mój świat wirował. Ale byłam zaskoczona Loganem. Zastanawiałam się, ile on musiał wypić skoro nadal śpi. Siedziałam naprzeciw niego, byłam zmęczona i wykończona tą nocą, ale zadowolona. Patrzyłam na śpiącego Logana. Przypominały mi się nasze początki.. Jak wyglądało zapoczątkowanie naszej znajomości, i w ogóle poprzednie spotkania… około 12 w południe wszyscy zaczęli się podnosić mniej więcej. No i jak to bywa w takich momentach. Psor telepatycznie połączył się ze mną i powiedział, że mamy natychmiast wracać… Rozmowa mentalna wyglądała mniej więcej tak:
- Shadow! Co żeś narobiła! Macie natychmiast wracać! Rozumiesz?
- Pie*dol się łysolu.. – Odpowiedź takim głosem jak mówiłam naprawdę, czyli skacowana.
- uważaj sobie, do kogo tak się odzywasz…
- No i? Stary nie stresuj się to powoduje zmarszczki.
-, Jeśli Ty będziesz taka do mnie ja nie będę miał wyboru i też stanę się wredny..
- Ogółem i tak już taki jesteś, a teraz proszę wypchaj się czymś i zamknij albo będę zmuszona potraktować Cię brutalnie z glana i wywalę Cię z mojej psyche. – Byłam wściekła, ale nie na siebie, czy starego, tylko ogółem, że źle się czuję, że wszystko układa się nie tak jak trzeba. Xawery zostawił mnie w spokoju, ale przerzucił się na Logana. Nie dość, że go obudził, To jeszcze musiał nieźle zdenerwować. Bo, jak Logan mnie zobaczył zaczął się po mnie drzeć.
- Spoko Kochanie, Uspokój się… Głowa mnie boli…- Mówiłam ironicznie, bo zaczynało mnie wszystko denerwować..
- jedziemy powrotem!!! Dzieciaki pakować się! – Wydarł się Logan. Wkurzyłam się. Młodzi wyrażali swoje oburzenie i w ogóle. Frogie, która wróciła rano nie wiedziała, o co chodzi, ale była szczęśliwa ze widziała się z rodziną. No, ale jak Logan się wkurzy to nie mamy wyboru, następnym razem jadę sama!!! O nie na pewno nikogo nie wezmę ze sobą. Szybko się wyrobiliśmy. Wieczorem już znaleźliśmy się w instytucie. Najgorsze jednak było przede mną. Wiedziałam, że nie uniknę rozmowy z Xawerym. Dzieciaki oczywiście pozałatwiały sobie wyjścia na imprezy…

Kiedy szłam do Swojego pokoju spotkałam pewną dziewczynę niesamowicie przypominała mi pewną osobę…
- hej, kim jesteś? – Zapytałam się jej Ciekawa… Musiałam się dowiedzieć.
- ja jestem Olivia Keyrie, Ksywa moja to lady DeathStryke… - Orzesz…
- A kim ty jesteś, jeśli już się mnie pytasz? – Zpytała po chwili dziewczyna.
- Ja Jestem Shadow Flame. Trenerka w instytucie. Miło mi . – Wyciągnęła do mnie dłoń i się uśmiechnęła.
- Słyszałam o Tobie dość Dużo. Jesteś ta od Wolverina..
- Tą to znaczy dziewczyną.- Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej. Wyglądała na miła aczkolwiek tajemniczą dziewczynę.
- Teraz wybacz, ale chciałabym iść odpocząć, ale uwierz mi jeszcze nie raz pogadamy.- Zakończyłam. Ona pokiwała głową..
- Ok. Miłego dnia i do zobaczenia..
Poszłam do siebie.
Siedziałam w pokoju i czekałam. Logan gdzieś zniknął. Ale wiem, że jest na mnie wściekły. W końcu ktoś zapukał do drzwi. Zobaczyłam Rogue.
- Hej Shad… Psorek kazał Cię zawołać… - Powiedziała do mnie smutnym głosem
- ok. Dzięki Rogue. – Nastała, która cisza, po czym:
- Jest wściekły…
- Tego nie musiałaś dodawać.- Uśmiechnęłam się do niej. Wyszłam z pokoju zebrałam się w sobie. Po drodze wpadłam na Logana..
- James… Przepraszam..- W moim głosie było słychać nutkę smutku.
- Dobra nie ma sprawy… - Odpowiedział, ale w jego głosie nadal słyszałam złość. Podeszłam do niego i go przytuliłam. NA jego ustach złożyłam gorący pocałunek. Po czym szepnęłam do ucha:
- I tak Cię kocham, mimo wszystko…- Pocałowałam go pod uchem w szyję i poszłam do profesora. Logan stał jeszcze i się patrzył zaskoczony.


- SHADOW!!! To było przegięcie! Totaaaalne przegięcie rozumiesz? – Darł się na mnie niesamowicie wściekły Chales. Siedziałam beznamiętnie przypatrując się moim pazurkom, poniekąd często to tu je przepiłowując pilnikiem. Xavier był wściekły o to, co stało się w Polsce, a teraz o to ze go ignoruje.
- Lady Flame, Chociaż teraz mogłabyś mnie słuchać! Nie podobało mi się jak mnie potraktowałaś, kiedy Do Ciebie mówiłem. Nie podobało mi się też to, że pozwoliłaś młodym się upić prawie do umarłego..
- Po pierwsze, Jak pamiętam ty też kiedyś młody byłeś, i byłeś nawet gorszy od nich. A po drugie, Jakbyś nie wiedział zawsze Cię tak taktuję jak wtedy, kiedy mnie zamęczałeś, szczególnie ze miałam kaca.- Dopiero teraz podniosłam na chwile oczy, ale zaraz je spuściłam. Na oczy opadło mi kilka pasemek moich białych włosów, które pomału zmieniały barwę. Nie umiałam długo patrzeć w jego oczy.
- Co może teraz będziesz mi wypominała młodość? – Zapytał sarkastycznie…
- Wiem ze nie umiesz się pogodzić z tym ze nie chciałam z Tobą być. Przecież żadna Ci nie odmawiała nigdy.- Powiedziałam to ze spuszczonym wzrokiem. Bałam się dłużej patrzeć na niego. On teraz otworzył szerzej oczy.
- A ty, co? Myślisz ze możesz wykorzystywać ludzi?
- Ty nie jesteś człowiekiem. Nie normalnym. A ja wtedy byłam inna, zmieniłam się. – Powiedziałam coraz bardziej zła.
- Mimo wszystko widzę, że nadal jesteś taka jak kiedyś. – Jego głos przybierał coraz spokojniejszy ton.
- Słuchaj, wtedy jak byłam Black Shadow kochałam Cię przez krótką chwilę póki nie dowiedziałam się o tej doktorce, i twoim romansie, wiec mnie nie denerwuj. Nie zwalaj na mnie, że się nam nie ułożyło. – Moje włosy zrobiły się fioletowe. Podniosłam wzrok na Xawerego. Moje oczy zrobiły się całe czarne.
- Słuchaj Shadow, Ty nie byłaś też wobec mnie całkiem uczciwa. Kochałaś Logana… - Słowa jego przepełniał teraz ból.
- ALE przecież i tak nie mogłam z nim być, to była miłość jeszcze sprzed tego życia. Nie podobało mi się to jak mnie potraktowałeś. – Wstałam i podeszłam do Charlesa, dotknęłam jego ręki i przekazałam wszystko, co pamiętam z tego okresu i to, co czułam wtedy…
- Shady.. Przepraszam ja nie wiedziałem… Wtedy.. Byłem młody i głupi i chciałem zrobić Ci na złość.
- Wtedy Piłeś, imprezowałeś do upadłego, ćpałeś, paliłeś.. I teraz będziesz wypominał to mi i młodym x-menom??
- Nie chodzi mi o wypominanie. Raczej o to ze wolałbym ich ustrzec przed tym, co ja przeżyłem.
- słuchaj, jeśli będziesz im zabraniał będzie ich do tego ciągnęło jeszcze bardziej. Teraz, jeśli się wyszaleją to przynajmniej im się to znudzi, wiem, co mówię, bo miałam to samo. Wiem, jaka byłam kiedyś. Ty wpadłeś w nałóg, bo twoja porządna rodzinka Ci wszystkiego zabraniała! I się nie wyprzesz. – Nastała cisza. Usłyszałam po chwili słowa puste od jakichkolwiek uczuć:
- Możesz już iść. Miłego sylwestra.. – Wstałam chciałam do niego podejść..
- Nie! Idź już! – Powiedział teraz głośno. Spojrzał na mnie i odwrócił się w druga stronę i wyjechał innymi drzwiami. Też wyszłam i poszłam w swoją stronę.
Tymczasem w innej części Instytutu….
Jessy była poturbowana, cała zakrwawiona. Wnieśli ja na skrzydło szpitalne. Zmierzyła się w walce z Szablozębym.
-Hank..? Co jej jest?- Ororo bardzo martwiła się o stan Jess.
-Na razie trudno to określić, muszę zrobić odpowiednie badania, dlatego proszę, abyście wszyscy opuścili tę salę.- Mc Coy jednak wiedział, co robić… Wszyscy czekali na jakieś wiadomości, o Jess…
Szłam przed siebie, kiedy poczułam, że jest jakieś poruszenie, Poczułam ze chodzi tu o moją siostrę… Wiedziałam, że jest w skrzydle szpitalnym, wiedziałam, że musze tam iść. Ruszyłam szybkim krokiem.
Wszyscy w ciszy oczekiwali na jakieś wiadomości, Czas się dłużył. Remy był nerwowy… Nawet czekała na wiadomości Mistique. W końcu Hank wyszedł… Zaraz mama rzuciła się i zaczęła wypytywać. Okazało się, że potrzebna jest krew… Ojca Jessy. Tutaj zapadła martwa cisza. Musiała być to krew mężczyzny gdyż to on przenosi najczęściej gen X. Gambit chciał oddać swoją, ale jak powiedział Mc Coy, to musiała być krew kogoś z rodziny…
-Doceniam twoje poświęcenia Gambicie, ale musi to być krew, któregoś z rodziny, najlepiej gdyby należała do ojca.
Dobry obserwator zauważyłby, że Mistique coś dręczyło, a kiedy to usłyszała zadrgała.
-To może ja.. – Powiedział Kurt, który wcześniej był koło Rogue, a teraz dzięki swojej mocy przeteleportował się koło Hanka.
-Że też wcześniej na to nie wpadłem, no tak, przecież jesteście rodzeństwem.- Mc Coy poczuł ulgę, bardzo się ucieszył na tą informację
-Tracicie tylko czas. Krew Kurta, nie jest w 100% zgodna z krwią Jessy. Oni nie mieli tych samych ojców.- Misique tymi słowami jakże zimnymi ochłodziła zapał obu niebieskich futrzaków..
-Co? Jak to możliwe? Przecież cerebro..- Nightcrowler był niezmiernie zaskoczony tym, co usłyszał, ale i zrezygnowany. Wszyscy inni również nie kryli zdziwienia.
-Cerebro.. phi! On może kłamać, prawda?- Prychnęła w stronę Xawerego..
-Cerebro nigdy nie kłamie!- Warknęła zdenerwowana Rogue.
-Nie Ruda, Mistique mówi prawdę, tym razem Cerebro kłamał, co głównie jest moją zasługą.- Psorek opanowany i spokojny stwierdził...- Mistque poprosiła mnie, abym nie ujawniał całej prawdy Jessy.- Kontynuował.
-Czyli skoro mamy innych ojców, to wiesz, kto jest ojcem Jess?- Futrzak zwrócił się do matki, z zamiarem uzyskania jakiejś konkretnej odpowiedzi.
-Owszem..- Odparła Ravel do Swojego syna i innych..
-Więc, kto?- Zniecierpliwił się Gambit.
-On..- Darkholme wskazała teraz ruchem ręki na.. James’a.
-Ja?- Logan nie umiał opanować drżenia głosu
.-To niedorzeczne! W co ty pogrywasz Mistique!- wydarł się wkurzony Wolverine
-Nie pamiętasz już?- Zapytała z ironią.
-Niby, czego?- Warknął równie chłodno, co ona.
-Kiedy siedziałeś w barze, dopijałeś któreś z kolei piwo, chcąc zapomnieć o rozprawie rozwodowej..- Mówiła tak, jakby to miało miejsce poprzedniego dnia.- Nie pamiętasz tej rozmowy z Alice?- Ciągnęła, chcąc uzyskać jakąkolwiek reakcję ze strony Logan’a.- Potem była jeszcze ta upojna noc, pamiętasz?- Mówiła uśmiechając się do niego, a jej sztuczny uśmiech przesycony był jadem.
-Dość! Przestań!- Krzyknął Wolverine, a całe ciało oblał zimny pot, który teraz spływał mu po czole wąskimi strumieniami.- Wtedy to byłaś ty?- Zapytał zmieszany.
Nie umiał w to uwierzyć, co usłyszał..
-Jaki domyślny.- Odparła ironicznie.- Czy chcesz tego, czy nie, jesteś jej biologicznym ojcem. A teraz radzę Ci, oddasz jej część swojej krwi po dobroci, czy siłą, wybieraj!- Warknęła, po tonie jej głosu i minie, można było wywnioskować, że jest śmiertelnie poważna.
Logan siedział wryty nie wiedział, co ma zrobić…

JA stojąc w drzwiach od dłuższego czasu również nie mogłam uwierzyć.. Wiedziałam ze Logan nie był wtedy ze mną, ale nie umiałam znieść, że.. Ach! Jak to bolało! Moja mama puściła się z Loganem! Zawsze wiedziałam, że na niego leci, ale nie nie!!!! Wybiegłam nawet nie dowiadując się nic więcej. Nie chciałam już nikogo oglądać. Moja siostra jest córką mojego faceta! To niedorzeczne!! Pobiegłam do Swojego pokoju. Pozbierałam swoje rzeczy i rzeczy Shrive. Płakałam jak szalona, byłam wściekła jak zraniona wilczyca. Pewnie nawet tak wyglądałam. Wzięłam Shriv na ręce i wyszłam z instytutu. Miałam gitarę na plecach, Shrive usadziłam w siedzonku na motorze. Rzeczy przyczepiłam po bokach. Zapaliłam i odjechałam. Byłam niesamowicie zdenerwowana.. Widziałam przed oczami wyginającą się rzeczywistość. Moje moce szalały… W środku mnie panował czysty bezgraniczny chaos. Wilk wybiegł za mną. Był wielki, miał masywne łapy wiec spokojnie nadążał za motorem…. Już wiedziałam gdzie mam jechać już znałam swoją drogę…
- Shrive nie martw się, zaraz będziemy w domu……



2006-02-01
Napisane Przez 21:31:14
skomentuj(19)






| Lay&html by LadyShadow dla www.x-men-stworzonkox.blog.pl |



K s i ę g a

.:Zobacz:.
.:Wpisz się:.


A r c h i w u m

2009
styczeń
2007
listopad
kwiecień
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień



L i n k i

O mutantach i nie tylko
X1, X2 i X3 stopklatka
Opis X2
X-men Evo - angielska strona
**Marvel** - angielska strona

Acotyles i Bractwo
Star - hope

Fajni Mutanci
Soul Girl
Karen- Black Claw

Przyjaciele
Emma Frost
Blue origins
Night Jess
Fay Wilder
Wings of Seraph
Looks Like Devil
Logan....
Ororo Stormy
Katherine Ann
lady Howlfire

O Shadow i blogu
lady Shadow Homosuperior X
Test o Shadow

Blogi Rogue's
Rogue -Ruda
Wagner's girl- Rogue
Roguelife

Blogi Jean's
Kochana Jean:*:*:*